Na jakiś czas zamilkliśmy, ale powróciliśmy do życia i przenieśliśmy się na nową stronę, dokąd serdecznie zapraszamy:
www.zglowki.com
Filed under Uncategorized
Transparent sporządzony przez kibiców ManU po niedawnym ligowym meczu tej drużyny z Chelsea na Stamford Bridge, w którym sędzia Mark Clattenburg wypaczył wynik na korzyść „Czerwonych Diabłów”Gniew, frustracja, żal, oburzenie albo niesmak — jeśli jesteście fanami futbolu, doskonale znacie ów uczuciowy zestaw wywoływany przez błędną decyzję sędziego. Każdy gol zdobyty z pozycji spalonej, każdy opacznie podyktowany karny, każda zbyt pochopnie wyciągnięta czerwona kartka wzbudza w nas odruchowy sprzeciw i skłania do snucia spiskowych teorii. Teorii, które — przyznajmy i to — nie zawsze muszą być wyssane z palca; wiemy w końcu wystarczająco wiele o skali korupcji w piłce i pamiętamy doskonale choćby to, w jak bezwstydny, wręcz haniebny sposób, przy cichym przyzwoleniu piłkarskich władz, Korea Południowa została przez sędziów wciągnięta za uszy do strefy medalowej podczas organizowanych wespół z Japonią Mistrzostw Świata w 2002 roku.
Daleki jednak byłbym od potępiania sędziów en masse. Przeciwnie, uważam, że trzeba wyjątkowego hartu ducha, by wziąć na siebie brzemię odpowiedzialności związane z tym zajęciem. Bo to właśnie arbitrzy spełniają w piłce rolę nie tylko najbardziej niewdzięczną, ale i najtrudniejszą — narażeni na ciągłą presję, a nawet otwartą wrogość, zarówno ze strony trybun, jak i piłkarzy, trenerów oraz mediów (a niekiedy, o czym pamięta zapewne taki Howard Webb, również urzędujących premierów), muszą stawić czoła zadaniu, które właściwie przekracza możliwości ludzkiej percepcji. Futbol bowiem zmienił się w grę tak dynamiczną i intensywną, że właściwie cudem jest każde spotkanie, w którym obywa się bez większych kontrowersji. Czytaj dalej
Filed under Krzymianowski
W pierwszej części mojego tekstu postawiłem tezę, że w kibicowskim żargonie określenia „żyd”, „pejs” i im podobne wcale nie zawsze implikują rzeczywistą wrogość wobec potomków Abrahama. Oczywiście teza ta jest dosyć ryzykowna, oparłem ją bowiem tylko na kilku doniesieniach prasowych (jakkolwiek znaczących), rozmowach z kibicami i własnych obserwacjach. Być może zakrojone na szerszą skalę badania socjologiczne pozwoliłyby odpowiedzieć precyzyjniej na pytanie o naturę i zakres tzw. „kibicowskiego antysemityzmu”, z całą pewnością jednak zjawisko to jest w dużej mierze mitologizowane i demonizowane przez opinię publiczną (tak jak to miało miejsce w słynnym reportażu BBC Stadiums of Hate).
I trudno się temu dziwić – elity są wychowane przede wszystkim na literackim obrazie Zagłady Żydów, dziejów diaspory, natury antysemityzmu, mają zakodowany jej moralny i ideologiczny wydźwięk, podczas gdy środowisko kibicowskie, wywodzące się przecież w swej ogromnej większości wcale nie z elit, kultywuje nieprzefiltrowaną przez kulturę intelektualną pamięć o swoich dawnych żydowskich sąsiadach. Intelektualiście, który widzi młodego chłopaka malującego na murze napis „RTS Żydzew” niemal automatycznie pojawiają się przed oczyma literackie obrazy z książek Grossa, Krall, Littela albo Sem-Sendberga: wizje szykan, obozów Zagłady, komór gazowych etc. Co zaś „siedzi” w głowie młodego chuligana, co motywuje go do nazywania przeciwnika Żydem, to już trochę inna historia. Choć poruszamy się tutaj po bardzo grząskim i niepewnym gruncie, warto jednak spróbować poszukać odpowiedzi na pytanie: kim jest Żyd w kibicowskim żargonie? Czytaj dalej
Filed under Kieruzel
logo organizacjiIdea zrodziła się wraz z przyznaniem Polsce organizacji Euro 2012. Spółka PL.2012, która nadzorowała prace organizacyjne, powołała inicjatywę KIBICE RAZEM w odpowiedzi na potrzebę wciągnięcia kibiców w partycypację w tej bezprecedensowej imprezie. Pomysł nie był wymyślony przez spółkę — projekty kibicowskie zdążyły już w Europie okrzepnąć, a u naszych zachodnich sąsiadów wydają się stałym elementem kibicowskiego krajobrazu. Projekt został zaakceptowany przez Radę Bezpieczeństwa Imprez Sportowych w czerwcu 2009 roku. Rada ta jest organem doradczym Premiera RP przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Do chwili obecnej powstały cztery ośrodki: w Gdańsku i Wrocławiu (czerwiec 2010), w Gdyni (kwiecień 2011) oraz w Warszawie (kwiecień 2012). Jak wspominał Dariusz Łapiński, koordynator projektu i jego spiritus movens, zainteresowane są kolejne kibicowskie stowarzyszenia z 13 miast (złożyły pisemną deklarację; odmówiły przystąpienia stowarzyszenia kibiców Lecha Poznań i Legii Warszawa). To, czy kolejne projekty poza wspomnianymi czterema ruszą, zależy przede wszystkim od środków finansowych. Dotychczasowa działalność czterech projektów kosztowała około milion złotych. Funkcjonowanie ośrodków uzależnione jest w dużej mierze od pieniędzy samorządów oraz ewentualnego wsparcia spółki Ekstraklasa SA. Wsparcie dla inicjatywy obiecuje Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz organizacje pozarządowe. Polski Związek Piłki Nożnej nie jest na razie zainteresowany jakimkolwiek wspieraniem tzw. „fanprojektów” (czy to się zmieni po wyborach prezesa związku, trudno na dzień dzisiejszy wyrokować) Czytaj dalej
Filed under Kossakowski
Udziałem zarówno kibica, jak i zakochanego jest niespełnienie, gorzkie rozczarowanie. Bo co w życiu obiecuje nam więcej niż piłka nożna i miłość? I co nas częściej zwodzi i zawodzi?
Ten tekst trzeba zacząć od cytatu z kibicowskiej biblii — Futbolowej gorączki Nicka Hornby’ego. Angielski pisarz, a nade wszystko fan Arsenalu, sięgnął bowiem po analogię, która prawdopodobnie jak żadna inna opisuje fenomen kibicowania. Wyjaśniając początki swego fatalnego zauroczenia zespołem Kanonierów, Hornby wyznał: „Zakochałem się w futbolu, tak jak się później będę zakochiwał w kobietach: nagle‚ bezkrytycznie‚ nie myśląc o cierpieniu‚ które na siebie sprowadzam”. I trafił w samo sedno — udziałem zarówno kibica, jak i zakochanego jest przecież niespełnienie, gorzkie rozczarowanie. Bo co w życiu obiecuje nam więcej niż piłka nożna i miłość? I co nas bardziej zwodzi i zawodzi?
Miłość, nawet spełniona, a zwłaszcza spełniona, to chwila zatracenia, erupcja dosytu, która natychmiast staje się domeną przeszłości. Z piłką nożną jest bardzo podobnie — największe zwycięstwo jest zawsze tylko chwilowe, przypomina orgazm, pogrąża nas w euforii, jednocześnie pustosząc wewnętrznie. Trwa moment, zasiewając w nas pragnienie powtórzenia; tyle że — jak dobrze wiemy właśnie dzięki miłości i futbolowi — ciągłe ponowienia są niemożliwe. Zwycięstw, tak na boisku, jak i w łóżku, nie da się doświadczać w nieskończoność, są raczej precedensem niż oczywistością. Co więcej, zwycięstwo jest w gruncie rzeczy tylko zapowiedzią przyszłego rozczarowania. Czytaj dalej
Filed under Krzymianowski

Przez setki lat podstawowymi źródłami dostarczającymi masom ludzkim intelektualnych, emocjonalnych i fizycznych rozrywek (tudzież nieszczęść) były religie i ruchy społeczno-polityczne. W ostatnim czasie jednak, z różnych przyczyn, fascynacja tymi napędzającymi niegdyś ludzkie myśli i działania dziedzinami wyraźnie spadła. Jako że umysł człowieka nie znosi ideologicznej (nie mylić z ideową) próżni, to szybko sięgnął po substytuty. Co więcej, zdarzyło się to w sytuacji, kiedy dzięki rozwojowi technologicznemu posiadamy o wiele więcej wolnego czasu, z którym musimy coś zrobić. Poszerzyło się zatem pole do zagospodarowania dla współczesnych rozrywek i ideologii. Wydaje się, że w takich właśnie XX-wiecznych okolicznościach piłka nożna i generalnie sport zagarnęły na tym polu najwięcej (może obok przemysłu filmowego). Właściwie nie ma w tym nic dziwnego. Skoro przestaliśmy interesować się życiem duchowym, to skupiliśmy się na ciele. Skoro przestaliśmy interesować się skomplikowanymi regułami gry społecznej, to skupiliśmy się na prostych regułach sportu. Futbol wraz z całą swoją otoczką stał się „miękkim” substytutem dawnych, „twardszych” postaci opium dla mas. W taki też „miękki” sposób zaspokaja on tkwiące w nas niezmiennie potrzeby związane z budowaniem tożsamości i identyfikacji, jak też, rzecz jasna, nieodłączną chęcią do wojowania w ich imię. Czytaj dalej
Filed under Jurek
Kilka lat temu, dokładnie 19 marca 2010 roku w łódzkiej Galerii Wschodniej – miejscu znanym z awangardowych i eksperymentatorskich prezentacji sztuki współczesnej – miał miejsce wernisaż wystawy Kamila Kuskowskiego pt. „Antysemityzm wyparty”. To, co artysta zaprezentował publiczności wzbudziło zrazu ogromne zaskoczenie; galeria – umiejscowiona w prywatnym mieszkaniu przy ul. Wschodniej – była obwieszona pomalowanymi jedynie na biało płótnami. Skonsternowani widzowie zaczęli podejrzewać, że być może biorą udział w konceptualnym żarcie albo trudnej do odgadnięcia artystowskiej manifestacji. Dopiero po kilku chwilach, co bystrzejsi z zebranych zaczęli dostrzegać ledwie prześwitujące spod cienkiej warstwy białej farby napisy: Jude raus, Żydzi do gazu itp. Wśród nich również takie, które odwoływały się bezpośrednio do „antysemityzmu kibicowskiego”, z dobrze znaną łodzianom gwiazdą Dawida wpisaną w logo jednego z lokalnych klubów piłkarskich. Przesłanie wystawy było rzeczywiście mocne i bezkompromisowe: Kuskowski w artystycznym geście pokazał prześwitującą spod cienkiej warstwy „politycznej poprawności” powszechną w Polsce i Łodzi wrogość wobec Żydów, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie po obejrzeniu wystawy. Mieszkańcy miasta kominów dobrze znają podobne napisy z własnych ulic, bram i podwórek… I chyba dosyć powszechnie je ignorują. Artysta w wywiadach mówił, że jego celem było zwrócenie uwagi na ten „wstydliwy” problem społeczny i zainicjowanie dyskusji na jego temat. Spróbujmy więc podyskutować… Czytaj dalej
Filed under Kieruzel
Kibic piłkarski bywa w swej wierności naiwny i ufny jak małe dziecko. Choć jego ukochana drużyna regularnie dostaje baty i tak co weekend zakłada szalik i maszeruje na stadion niesiony wiarą, że tym razem los się odmieni. Po 90 minutach zaś wraca z tym samym kacem i bólem głowy co zazwyczaj. Oczywiście, nigdy nie jest tak, że dany zespół tylko przegrywa, nawet autsajderzy mają swoje „pięć minut”. My, Polacy, już od dobrych kilkunastu lat budzimy się najczęściej z kacem. Setki stron poświęcono kompromitacjom polskich drużyn w europejskich pucharach, zawstydzającym wiernych kibiców, którzy jeżdżą za swymi ulubieńcami tysiące kilometrów pod granice z Chinami (jak to zrobili na przykład fani Lecha w tym roku); za ulubieńcami, którzy co miesiąc inkasują dziesiątki tysięcy złotych za doprowadzanie swych fanatycznych kibiców do stanu przedzawałowego. Ale znęcanie się nad polską ligą — ligą, której bez pewnej dozy masochizmu oglądać się nie da — nie jest moim celem. Tak jak inni naiwni, spragniony wielkiej piłkarskiej uczty co weekend chadzam na stadion. Płacę za bilet i czekam na cud. Zastanawiam się jednak, co zrobić, by obraz polskiej piłki był inny, byśmy częściej się cieszyli, a nie irytowali. I tak myśląc, sięgnąłem po przykład z Holandii.
Przez pewien czas penetrowałem badawczo świat kibiców jednego z holenderskich klubów — Twente Enschede. Świat kibiców niezmiennie mnie fascynuje, futbol jest przecież rodzajem religii nie tylko dla polskich „kiboli”. Poznając „zakamarki” i arkana świata kibiców z Enschede, przy okazji dowiedziałem się, jak można budować tożsamość klubu, opierając się na kulturze ciężkiej pracy, wzajemnym zaufaniu, łączeniu lokalnych środowisk i być może najważniejszym czynniku w tej układance — cierpliwości. Wiadomo, Holandia to kraina, w której protestantyzm przygotował podłoże pod gospodarkę kapitalistyczną. Max Weber przenikliwie opisał, jak „etyka protestancka” wpłynęła na rozwój kapitalizmu. Ujmując rzecz skrótowo — protestanci nie mogli być pewni zbawienia (idea predestynacji mówi, że Bóg zdecydował o losach poszczególnych ludzi, ale zrobił to „po kryjomu”, nikomu nie zdradzając nawet rąbka tajemnicy), ale doszukiwali się boskich znaków w życiu doczesnym. Założyli, że jeżeli komuś się tutaj, pomiędzy grzesznikami, dobrze powodzi, to jest prawdopodobne, że i pośmiertne losy takiej istoty muszą być pozytywne. Zaczęli więc pracować ponad ludzkie siły, inwestując każdą zarobioną monetę i pomnażając kapitał (pamiętajmy, że hedonizm i wydawanie zarobionych pieniędzy na zbytki mogło obrócić się w gniew Stwórcy). W ten sposób dorabiali się fortun, a w kulturze zachodniej zaczął rozkwitać system pieniężno-gospodarczy, który dziś nazywamy kapitalizmem. Czytaj dalej
Filed under Kossakowski
W styczniu 2011 roku niejaki Jermaine Pennant, obecnie 29-letni zawodnik Stoke, otrzymał niespodziewaną wiadomość ze swego poprzedniego klubu, Realu Saragossa. Okazało się, że na parkingu przy stacji kolejowej Delicias od pół roku stoi zaparkowane tam przezeń Porsche, warte, bagatela, 98 tysięcy funtów. Zawodnika długo trzeba było przekonywać, że auto, do którego kluczyki leżały zresztą na przednim siedzeniu, faktycznie jest jego własnością, sam bowiem nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek posiadał podobny wóz. Problemy z pamięcią angielskiego skrzydłowego są poniekąd zrozumiale, żywot ma bowiem burzliwy. Jako szesnastolatek został namaszczony na przyszłą gwiazdę futbolu przez samego Wengera, a Arsenal wyłożył zań rekordowe ówcześnie jak na nastolatka 4 miliony funtów. Gwiazdą jednak nie został, ostatecznie skończył jako rezerwowy Stoke. Listę osiągnięć piłkarskich ma więc Pennant raczej mizerną, za to poza boiskiem prezentował fantazję godną skrzydłowego: w 2004 roku stracił prawo jazdy po tym, jak ruszył pod prąd autostradą, niedługo potem został skazany za jazdę po pijanemu, w maju tego roku, znów pijaniutki, rozbił swoje białe BMW, a do tego został oskarżony o napaść na kobietę w jednym z nocnych klubów Manchesteru. Kaucję, dzięki której wyszedł na wolność, wpłacił, rzecz jasna, klub… Czytaj dalej
Filed under Krzymianowski