O kibicowskim antysemityzmie – przyczynek do dyskusji cz. 1.

Kilka lat temu, dokładnie 19 marca 2010 roku w łódzkiej Galerii Wschodniej – miejscu znanym z awangardowych i eksperymentatorskich prezentacji sztuki współczesnej – miał miejsce wernisaż wystawy Kamila Kuskowskiego pt. „Antysemityzm wyparty”. To, co artysta zaprezentował publiczności wzbudziło zrazu ogromne zaskoczenie; galeria – umiejscowiona w prywatnym mieszkaniu przy ul. Wschodniej – była obwieszona pomalowanymi jedynie na biało płótnami. Skonsternowani widzowie zaczęli podejrzewać, że być może biorą udział w konceptualnym żarcie albo trudnej do odgadnięcia artystowskiej manifestacji. Dopiero po kilku chwilach, co bystrzejsi z zebranych zaczęli dostrzegać ledwie prześwitujące spod cienkiej warstwy białej farby napisy: Jude raus, Żydzi do gazu itp. Wśród nich również takie, które odwoływały się bezpośrednio do „antysemityzmu kibicowskiego”, z dobrze znaną łodzianom gwiazdą Dawida wpisaną w logo jednego z lokalnych klubów piłkarskich. Przesłanie wystawy było rzeczywiście mocne i bezkompromisowe: Kuskowski w artystycznym geście pokazał prześwitującą spod cienkiej warstwy „politycznej poprawności” powszechną w Polsce i Łodzi wrogość wobec Żydów, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie po obejrzeniu wystawy. Mieszkańcy miasta kominów dobrze znają podobne napisy z własnych ulic, bram i podwórek… I chyba dosyć powszechnie je ignorują. Artysta w wywiadach mówił, że jego celem było zwrócenie uwagi na ten „wstydliwy” problem społeczny i zainicjowanie dyskusji na jego temat. Spróbujmy więc podyskutować… Czytaj dalej

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Kieruzel

Jak to się robi w Holandii

Przykład Twente mówi wiele o naturze relacji pomiędzy klubem a jego fanami. Zawężenie tej relacji do stosunku producent – klient nie wytworzy w „kliencie” poczucia przywiązania, jeżeli w danej chwili „produkt” będzie miał słabszą jakość. Owszem, najwierniejsi zawsze zapełnią swój sektor, ale cała reszta trybun będzie świeciła pustkami. Do zbudowania identyfikacji między kibicami a klubem potrzeba znacznie więcej niż stadion.

Źródło: Stadionwelt Fans

Kibic piłkarski bywa w swej wierności naiwny i ufny jak małe dziecko. Choć jego ukochana drużyna regularnie dostaje baty i tak co weekend zakłada szalik i maszeruje na stadion niesiony wiarą, że tym razem los się odmieni. Po 90 minutach zaś wraca z tym samym kacem i bólem głowy co zazwyczaj. Oczywiście, nigdy nie jest tak, że dany zespół tylko przegrywa, nawet autsajderzy mają swoje „pięć minut”. My, Polacy, już od dobrych kilkunastu lat budzimy się najczęściej z kacem. Setki stron poświęcono kompromitacjom polskich drużyn w europejskich pucharach, zawstydzającym wiernych kibiców, którzy jeżdżą za swymi ulubieńcami tysiące kilometrów pod granice z Chinami (jak to zrobili na przykład fani Lecha w tym roku); za ulubieńcami, którzy co miesiąc inkasują dziesiątki tysięcy złotych za doprowadzanie swych fanatycznych kibiców do stanu przedzawałowego. Ale znęcanie się nad polską ligą — ligą, której bez pewnej dozy masochizmu oglądać się nie da — nie jest moim celem. Tak jak inni naiwni, spragniony wielkiej piłkarskiej uczty co weekend chadzam na stadion. Płacę za bilet i czekam na cud. Zastanawiam się jednak, co zrobić, by obraz polskiej piłki był inny, byśmy częściej się cieszyli, a nie irytowali. I tak myśląc, sięgnąłem po przykład z Holandii.

Przez pewien czas penetrowałem badawczo świat kibiców jednego z holenderskich klubów — Twente Enschede. Świat kibiców niezmiennie mnie fascynuje, futbol jest przecież rodzajem religii nie tylko dla polskich „kiboli”. Poznając „zakamarki” i arkana świata kibiców z Enschede, przy okazji dowiedziałem się, jak można budować tożsamość klubu, opierając się na kulturze ciężkiej pracy, wzajemnym zaufaniu, łączeniu lokalnych środowisk i być może najważniejszym czynniku w tej układance — cierpliwości. Wiadomo, Holandia to kraina, w której protestantyzm przygotował podłoże pod gospodarkę kapitalistyczną. Max Weber przenikliwie opisał, jak „etyka protestancka” wpłynęła na rozwój kapitalizmu. Ujmując rzecz skrótowo — protestanci nie mogli być pewni zbawienia (idea predestynacji mówi, że Bóg zdecydował o losach poszczególnych ludzi, ale zrobił to „po kryjomu”, nikomu nie zdradzając nawet rąbka tajemnicy), ale doszukiwali się boskich znaków w życiu doczesnym. Założyli, że jeżeli komuś się tutaj, pomiędzy grzesznikami, dobrze powodzi, to jest prawdopodobne, że i pośmiertne losy takiej istoty muszą być pozytywne. Zaczęli więc pracować ponad ludzkie siły, inwestując każdą zarobioną monetę i pomnażając kapitał (pamiętajmy, że hedonizm i wydawanie zarobionych pieniędzy na zbytki mogło obrócić się w gniew Stwórcy). W ten sposób dorabiali się fortun, a w kulturze zachodniej zaczął rozkwitać system pieniężno-gospodarczy, który dziś nazywamy kapitalizmem. Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under Kossakowski

Against modern football

Gdyby natura futbolu ograniczała się tylko do boiskowych zmagań, nigdy nie osiągnąłby on statusu najpowszechniejszej religii na Ziemi. Jego siła polega jednak między innymi na tym, że jedenastu ludzi na boisku reprezentuje nie tylko siebie, lecz większą lub mniejszą społeczność. Dlatego jeśli nie ma się stać tylko kolejną poobiednią rozrywką w świecącym opakowaniu, to musi ocalić swój pierwotny, nieco atawistyczny charakter.

źródło: Soccer Fans Network

W styczniu 2011 roku niejaki Jermaine Pennant, obecnie 29-letni zawodnik Stoke, otrzymał niespodziewaną wiadomość ze swego poprzedniego klubu, Realu Saragossa. Okazało się, że na parkingu przy stacji kolejowej Delicias od pół roku stoi zaparkowane tam przezeń Porsche, warte, bagatela, 98 tysięcy funtów. Zawodnika długo trzeba było przekonywać, że auto, do którego kluczyki leżały zresztą na przednim siedzeniu, faktycznie jest jego własnością, sam bowiem nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek posiadał podobny wóz. Problemy z pamięcią angielskiego skrzydłowego są poniekąd zrozumiale, żywot ma bowiem burzliwy. Jako szesnastolatek został namaszczony na przyszłą gwiazdę futbolu przez samego Wengera, a Arsenal wyłożył zań rekordowe ówcześnie jak na nastolatka 4 miliony funtów. Gwiazdą jednak nie został, ostatecznie skończył jako rezerwowy Stoke. Listę osiągnięć piłkarskich ma więc Pennant raczej mizerną, za to poza boiskiem prezentował fantazję godną skrzydłowego: w 2004 roku stracił prawo jazdy po tym, jak ruszył pod prąd autostradą, niedługo potem został skazany za jazdę po pijanemu, w maju tego roku, znów pijaniutki, rozbił swoje białe BMW, a do tego został oskarżony o napaść na kobietę w jednym z nocnych klubów Manchesteru. Kaucję, dzięki której wyszedł na wolność, wpłacił, rzecz jasna, klub… Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under Krzymianowski

Auschwitz `44

W 1944 roku odbył się mecz, który można uznać za jedno z najbardziej skomplikowanych pod względem etycznym wydarzeń w historii piłki nożnej. Wtedy to bowiem w obozie Auschwitz-Birkenau stanęły naprzeciwko siebie drużyny SS (w czarnych barwach z kolekcji słynnej dziś firmy Hugo Boss) i Sonderkommando (biało-czarne pasy).
Paweł Kwiatkowski ©

Z jednej strony Niemcy, z drugiej Żydzi, oprawcy kontra ofiary. Przy czym ofiary pochodziły w tym przypadku z tak zwanej „szarej strefy” obozowego życia (jak to potem kanonicznie określił Primo Levi). Byli to bowiem żydowscy członkowie Oddziałów Specjalnych (Sonderkommando), którzy zostali zmuszeni przez esesmanów do pomocy w zbrodni holocaustu. Mowa tu o pracownikach komór gazowych i krematoriów, których liczba wahała się w różnych okresach istnienia obozu od 700 do 1000 osób. Do ich przywilejów należały nieco większe racje żywnościowe, jak też (prawdopodobnie) pewne przydziały alkoholowe. W zamian za to musieli uczestniczyć w eksterminacji własnego narodu. W Auschwitz funkcjonowało kolejno dwanaście Oddziałów Specjalnych, przy czym każdy z nich zaczynał swą pracę od spalenia poprzedniego, po kilku miesiącach podzielając ten sam los. Reprezentacja piłkarska jednego z takich oddziałów rozegrała wspomniany mecz z esesmanami. Podstawowym celem tego tekstu jest zebranie w jednym miejscu pochodzących z różnych źródeł informacji i opinii na temat tego quasi-piłkarskiego wydarzenia. Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under Jurek

Nudne biografie i prawdziwe historie piłkarskich bogów

Obrodziło ostatnio książkami na temat piłki nożnej. Wiadomo, Euro. Każdy chciał zarobić, wydawcy książek również. A że czasy dla czytelnictwa ciężkie, więc każda książka przeczytana, nawet o sporcie, cieszy.

Przeglądając niektóre z nich, dochodzę do wniosku, że ich przeczytanie zajmie ze dwa przystanki podróży komunikacją miejską. No dobra, dwa przystanki w czasie porannych korków. A to dlatego, że mają dużo obrazków, pięknych – to trzeba przyznać – zdjęć, za to niewiele tekstu. Tak, tak, niektóre z nich idą z duchem czasu i są po prostu częścią kultury obrazkowej. Taką książką jest przykładowo FC BARCELONA: Głos z szatni. To idealny prezent dla ośmiolatka, któremu nie chce się czytać. Zawiera cytaty największych gwiazd katalońskiego zespołu okraszone ich fotkami. Cytaty są różne, ale generalnie większość podniosła, powiedziałbym – wręcz patetyczna. Na przykład taki Sergio Busquets orzekł: „Trzeba wykorzystywać szanse, które dostaje się od życia”. A zawtórował mu Victor Valdes: „Jesteśmy DRUŻYNĄ, pisaną wielkimi literami”. Bramkarz Barcy ma rację, bo mowa rzeczywiście o wielkiej drużynie. Na boisku. Nie da się jednak ukryć, że niektóre z książkowych pozycji związanych z Barceloną ocierają się o straszliwy banał. Owszem, mowa tutaj o istotnych wartościach – szacunku odpowiedzialności etc. Ale czytając, czy raczej przeglądając, …Głos z szatni czy choćby Siłę marzeń. Tajemnicę sukcesu FC Barcelona autorstwa Alberta Puiga ma się wrażenie, że te pozycje wyszły spod ręki speców od wizerunku, którzy pilnują, aby nie upubliczniać żadnych kontrowersyjnych treści.

Być może tego uczą w szkółce La Masía – zjednoczenia indywidualistów w jedną całość, która potem funkcjonuje jak szwajcarski zegarek. Ale, na Boga, po kilku stronach odechciewa się dalszej lektury. Oto próbka możliwości piłkarzy Barcelony:

Sukces to osiągnięcie tego, co sobie postanowiłeś.

Gracz, który ma talent, jest pracowity oraz wie, co to poświęcenie, zawsze dotrze do celu.

Wygrywanie jest ważne, ale nie najważniejsze.

Trudniej jest utrzymać się na szczycie, niż się na niego wspiąć.

Z całym szacunkiem dla futbolowego talentu cytowanych graczy – są to sentencje na poziomie inteligentnego dziewięciolatka, który interesuje się sportem i zaznaje na podwórku porażek i zwycięstw w grze z kolegami. Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under Kossakowski

Kiedy feministki kochały futbol…

Anna Amélia Queiroz Carneiro de Mandonça (1896-1971)

Przyznam szczerze, że w całej dyskusji o organizowanych w Polsce i na Ukrainie mistrzostwach Europy w piłce nożnej najciekawsze wydały mi się wypowiedzi krytyków tej imprezy – a zwłaszcza krytyczek. Nie chciałbym tutaj przytaczać komentarzy Magdaleny Środy i Kazimiery Szczuki, wszyscy świetnie je znamy. Nasze media zresztą, jakby przeczuwając możliwą klęskę narodową, z lubością powtarzały je do znudzenia. Można było nawet przez chwilę odnieść wrażenie, że kobiety generalnie są wrogami (wroginiami?) futbolu. Na szczęście ani Szczuka, ani Środa kapitału na krytykowaniu EURO nie zbiły – ustępując szybko miejsca prawdziwym kobiecym „gwiazdom” mistrzostw: Natalii Siwiec, Shakirze i łódzkiej policjantce, uwielbianej przez irlandzkich kibiców. Po raz kolejny nasze elity intelektualne udowodniły, że są dramatycznie wręcz wyalienowane od społeczeństwa; trzeba bowiem olbrzymiej odwagi, albo olbrzymiej naiwności, żeby walczyć z „bożyszczami” zbiorowej wyobraźni. A za takie uznać trzeba futbol i narodowe stereotypy, w które jest uwikłany.

Pomijając już jednak nierozwiązywalny dylemat, czy wspomniane wypowiedzi były aktem odwagi, czy naiwności… Nie potrafiłem i nadal nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie: czy rzeczywiście jest tak, że kobieta świadoma swoich możliwości i swoich praw, kobieta wyzwolona od piętna patriarchalnej kultury automatycznie musi czuć obrzydzenie i wstręt do piłki nożnej wraz z jej otoczką? Czy – innymi słowy – kobiety rzeczywiście może „kręcić” futbol, czy raczej  uczestniczą w jego rytuałach jedynie z uprzejmości bądź uległości wobec mężczyzn? Coś rzeczywiście musi być na rzeczy – już przeglądając pobieżnie dorobek literatury feministycznej, można się przekonać, że bojowniczki o prawa kobiet sporo miejsca poświęcają teoretyzowaniu na temat sportu. Trudno się zresztą dziwić – zadaniem feminizmu od samego jego zarania była próba udowodnienia, że nierówności między kobietami i mężczyznami wynikają nie z porządku natury, ale są opresją modelowaną przez kulturowe stereotypy płci (feministyczne intelektualistki z czasem zaczęły je określać jako gender). W tym kontekście rywalizacja sportowa musiała stanowić i wciąż stanowi nie lada orzech do zgryzienia dla kobiet; w znakomitej większości konkurencji sportowych przeważają bowiem mężczyźni, choćby ze względu na przewagę fizyczną. Nie ukrywajmy też, że futbol jest we władzy mężczyzn, że jest sportem w istocie odrobinę samczym. Kojarzy się przy tym nieodłącznie z wielkimi pieniędzmi i władzą – niejednokrotnie był też instrumentalnie wykorzystywany przez polityków (często dla podłych celów). Postawienie więc znaku równości między futbolem i kulturą patriarchalnych rytuałów może mieć pewne uzasadnienie. W końcu żaden inny sport zespołowy – może za wyjątkiem rozmaitych odmian rugby – nie charakteryzuje się taką dysproporcją popularności między swoim męskim i żeńskim wydaniem. Dopiero w latach 90. XX w. kobiecy futbol stał się dyscypliną olimpijską i doczekał się swojego pierwszego mundialu. Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under Kieruzel

XI muza. Futbol jako dzieło sztuki

Piłkarskie starcie może stać się dziełem sztuki. To nie metafora — futbol potrafi wywołać dokładnie te same, choć często bardziej intensywne, emocje, jakie towarzyszą wydarzeniu artystycznemu. Poczet muz domaga się uzupełnienia, nie tylko o dziesiątą muzę kina, ale i jedenastą — muzę futbolu.

Było lato 1986 roku, napęczniałe upałem, tak mi się przynajmniej wydaje. Pamięć nie jest bowiem naszą najmocniejszą stroną, czas się nam wymyka, zostaje nam po nim niewiele — mała kupka okruchów, z której budujemy przeszłość. Mój świat, świat siedmiolatka, ograniczał się do niewielkiego podwórka, zarośniętej resztki sadu za domem i ulicy, którą można było spokojnie traktować jak plac zabaw, bo samochód był na niej nie lada wydarzeniem. Nie słyszałem wtedy ani o Dostojewskim, ani Tołstoju, ani Nietzschem. Podejrzewam, że nie znałem nawet słowa „literatura”. Na pewno nie miałem pojęcia o istnieniu dziewięciu muz, tym bardziej zaś o kontrowersjach dotyczących ich pochodzenia. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że wedle Homera były one potomstwem Zeusa i Mnemosyne, a zdaniem Hezjoda narodziły się ze związku Matki Ziemi i Powietrza. Również ich imiona — Eurato, Euterpe, Kaliope czy Terpsychora –musiałyby kojarzyć mi się co najwyżej z jakimiś tajemniczymi zaklęciami. I właśnie wtedy, pierwszy raz w życiu, przydarzyło mi się TO — oczarowanie pięknem.

Musiałem oglądać retransmisję, bo mecze na meksykańskim mundialu rozgrywane były w nocy czasu środkowoeuropejskiego, a mnie uparcie trzyma się obraz nieskalanego błękitu za oknem i lepkiego, rozedrganego spiekotą powietrza pełnego ogłupiałych owadów. Nie chcę tego sprawdzać; wystarczy, że zdradzam swą przeszłość, oglądając ów mecz na You Tube, oczywiście w kolorze. Tymczasem moje objawienie było czarno-białe, prawdopodobnie niewyraźne, bo już wtedy nasz telewizor, obudowany imitującą drewno sklejką, należał do osobliwości. Tego dnia stało się coś, czego nie rozumiałem, czego nie rozumiem zresztą do dziś — na murawie o kolorze popiołu kilka jaśniejszych, powiedzmy jasnoszarych postaci biegało między postaciami ciemniejszymi, a ja nie mogłem, naprawdę nie mogłem, oderwać od nich oczu. Ćwierćfinał Brazylia — Francja nie był z pewnością pierwszym meczem, który oglądałem, lecz właśnie podczas tego spotkania coś się ze mną stało — usłyszałem futbolową muzykę sfer. Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under Krzymianowski