O kibicowskim antysemityzmie – przyczynek do dyskusji cz. 1.

Kilka lat temu, dokładnie 19 marca 2010 roku w łódzkiej Galerii Wschodniej – miejscu znanym z awangardowych i eksperymentatorskich prezentacji sztuki współczesnej – miał miejsce wernisaż wystawy Kamila Kuskowskiego pt. „Antysemityzm wyparty”. To, co artysta zaprezentował publiczności wzbudziło zrazu ogromne zaskoczenie; galeria – umiejscowiona w prywatnym mieszkaniu przy ul. Wschodniej – była obwieszona pomalowanymi jedynie na biało płótnami. Skonsternowani widzowie zaczęli podejrzewać, że być może biorą udział w konceptualnym żarcie albo trudnej do odgadnięcia artystowskiej manifestacji. Dopiero po kilku chwilach, co bystrzejsi z zebranych zaczęli dostrzegać ledwie prześwitujące spod cienkiej warstwy białej farby napisy: Jude raus, Żydzi do gazu itp. Wśród nich również takie, które odwoływały się bezpośrednio do „antysemityzmu kibicowskiego”, z dobrze znaną łodzianom gwiazdą Dawida wpisaną w logo jednego z lokalnych klubów piłkarskich. Przesłanie wystawy było rzeczywiście mocne i bezkompromisowe: Kuskowski w artystycznym geście pokazał prześwitującą spod cienkiej warstwy „politycznej poprawności” powszechną w Polsce i Łodzi wrogość wobec Żydów, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie po obejrzeniu wystawy. Mieszkańcy miasta kominów dobrze znają podobne napisy z własnych ulic, bram i podwórek… I chyba dosyć powszechnie je ignorują. Artysta w wywiadach mówił, że jego celem było zwrócenie uwagi na ten „wstydliwy” problem społeczny i zainicjowanie dyskusji na jego temat. Spróbujmy więc podyskutować…

***

Nie chcę deprecjonować problemu antysemityzmu w naszym społeczeństwie, rzeczywiście pewien procent Polaków, łodzian, kibiców wyznaje absurdalne teorie na temat narodu żydowskiego i jego roli w dziejach (pomijam już ten odsetek albo raczej promil, który mógł doznać rzeczywistych krzywd od Żydów). Przyznam jednak, że wystawa Kuskowskiego mnie zirytowała i zasmuciła. I do dla przynajmniej dwu powodów… Po pierwsze istnieje kwestia proporcji i kontekstów, na które Kuskowski wydaje się być ślepy: żadne chyba inne miasto w Polsce nie zrobiło bowiem tyle dla dialogu z Żydami po 89 r., co Łódź. Mam tutaj oczywiście na myśli starania, zapoczątkowane jeszcze przez pierwszego po transformacji systemowej prezydenta Łodzi Grzegorza Palkę, o pojednanie z ocalałymi z Zagłady byłymi żydowskimi mieszkańcami miasta, a także upamiętnienie ich zamordowanych w czasie II wojny światowej rodzin. Długi proces przełamywania nieufności i „nieznajomości” zaowocował w 2004 r. spektakularnym wydarzeniem: 60. Rocznicą Likwidacji Litzmannstadt Ghetto – która okazała się istotnym przełomem w relacjach polsko-żydowskich w ogóle. Warto podkreślić, iż ówczesnym prezydent miasta Jerzy Kropiwnicki odwiedził niemal wszystkie skupiska ocalałych z Getta Litzmannstadt Żydów na świecie – wszędzie przekonując do odwiedzenia Łodzi w dniach rocznicy. Mieszkańcy miasta ironizowali nawet, że Kropiwnickiemu „pejsy wkręciły się w śmigła samolotu”, ale i sami włączyli się dosyć powszechnie w organizację obchodów. Uczestniczyłem w wielu wydarzeniach zorganizowanej 5 lat później 65. Rocznicy Likwidacji Litzmannstadt Ghetto, relacjonowałem je dla jednego z łódzkich kwartalników kulturalnych i miałem osobiście okazję przekonać się z jak wielkim ładunkiem emocjonalnym się one wiązały: często stając się okazją dla Ocalałych do pojednania z traumatyczną przeszłością, a także, co istotne rewizji ich spojrzenia na współczesną Polskę i współczesną Łódź (Spotkania i wywiady z Ocalałymi zaliczam zresztą do najważniejszych wydarzeń w moim własnym życiu w ogóle). Również łodzianie mieli tutaj szansę zapoznać się z „amputowaną” częścią historii swojego miasta i to nie tylko przez same obchody rocznicowe, ale również przez to, co po nich zostało i co się z nimi wiązało. Bez trudu dzisiaj większość mieszkańców miasta będzie w stanie wymienić miejsca i instytucje, które świadczą współcześnie o żydowskim dziedzictwie Łodzi: Festiwal 4 Kultur, Centrum Dialogu im. Marka Edelmana, Park Ocalałych, Memoriał Radegast Bahnhof. Trudno mi się więc zgodzić z twierdzeniem, iż wszystko to jest jedynie pociągnięciem cienkiej warstwy białej farby po brudnej plamie naszego antysemityzm. Jest czymś daleko więcej…

Obrazy z cyklu „Antysemityzm wyparty”. fot. materiały prasowe

Obrazy z cyklu "Antysemityzm wyparty". fot. materiały prasowe

Obrazy z cyklu „Antysemityzm wyparty”. fot. materiały prasowe

Po drugie wreszcie odnoszę wrażenie, że Kuskowski fetyszyzuje antysemickie napisy na murach, nie do końca rozumiejąc ich kontekst. Poruszamy się tutaj po bardzo grząskim gruncie – właściwie bowiem niewiele wiadomo nam o ich twórcach, jeszcze mniej o ich motywach i intencjach… Gros z „antysemickich” murali to chyba jednak żargon kibicowski – a ten należałoby  odnieść do specyfiki tego środowiska. Kilka lat temu w lokalnym dodatku do Gazety Wyborczej opublikowano rozmowę z Piotrem Bielskim – animatorem kultury prowadzącym ze Stowarzyszeniem Białe Gawrony centrum kulturalne na tej samej ul. Wschodniej. Bielski przytoczył zabawną historię, która mnie osobiście rzuciła dużo światła na naturę tzw. „kibicowskiego antysemityzmu”:

„Któregoś wieczoru usłyszałem dobijanie się do drzwi. Otworzyłem. Grupa chłopaków, średnia wieku 12 lat, zziajani, część ma w rękach kije. «Żydzi przyszli, zapejsowali całą Wschodnią, daj się schronić» – krzyczeli jeden przez drugiego i wpadli do środka. Sprowokowałem rozmowę:
– Co to znaczy, że Żydzi zapejsowali?
– No jak to, nie wiesz?
– No nie wiem.
– No z Pomorskiej te Żydy przyleciały, stłukli chłopaków na Włókience, namazali swe żydowskie napisy, cudem im uciekliśmy.
– Wy mówicie na nich Żydy, a jak oni na was mówią?
– Też Żydy.
– No i w ten sposób wszyscy jesteście Żydami?
– Bo ich, ten Widzew, no to Żydzi założyli.
Wtem nagle jeden z chłopaków rzuca: «A ŁKS też jeden Żyd założył, dwóch Polaków i jeden Żyd, ten Żyd od Manufaktury». Zaczyna się kłótnia, bo jego koledzy optują za tym, że ŁKS założyli sami Polacy.
– No ale ich założyli Żydzi z klasy niższej, a nas Żyd z klasy wyższej – podsumowuje z dumą chłopak, który wywołał kłótnię zjednując sobie poparcie kolegów. – Tak, nas z klasy wyższej – zgadzają się”.

Bielski opowiada dalej:

„W ubiegłym roku zgłosili się do mnie organizatorzy Festiwalu Dialogu Czterech Kultur, chcąc zorganizować na Wschodniej koncert hiphopowego izraelskiego zespołu Hadag Nahash. Miałem zbadać grunt. Jaką deklarację usłyszałem od chłopaków ze Wschodniej? Że nie są przeciwko Żydom z Izraela, nawet nie są tak bardzo przeciwko Żydom mieszkającym na dalekim Widzewie, są natomiast przeciw tym z Pomorskiej”.

Ulica Wschodnia w Łodzi – bastion ŁKS. fot. google maps

Osobiście również często zastanawiałem się nad tym problemem z trochę innego punktu widzenia. Przyjechałem do Łodzi dziewięć lat temu nie znając lokalnego folkloru i nie wiedząc prawie nic o mieście, dlatego też nazywanie kibiców wrogich drużyn per: Żydzi, pejsy itp. z początku trochę mnie raziło. A słyszałem te określenia wcale nie od kibicowskiej ekstremy (z którą nie miałem styczności), ale od studentów, pracowników naukowych, artystów, urzędników czy nawet dyrektorów instytucji kultury. Nie oszukujmy się niemal wszyscy łodzianie, którzy otarli się o kibicowanie ŁKS-owi bądź Widzewowi tak mówią. A jednocześnie jestem przekonany, że raczej w żadnym z wymienionych przez mnie przypadków nie miałem do czynienia z prawdziwym antysemitą. Określenie „Żyd” weszło do słownika kibicowskiego żargonu w Łodzi na stałe, wcale nie koniecznie implikując antysmityzm, czy w ogóle wrogość wobec Żydów. Nieopodal skrzyżowania ul. Wschodniej i Pomorskiej (jako wrogich bastionów ŁKS i Widzewa) funkcjonuje z powodzeniem Gmina Żydowska. Mieszkając przez kilka lat na wspomnianej Pomorskiej nieraz obserwowałem w sobotnie popołudnia przechadzających się tam ortodoksyjnych Żydów w chałatach wcale nie niepokojonych przez lokalsów.

Mapka ul. Wschodniej w Łodzi:
czarny okręg – Gmina Wyznaniowa Żydowska
zielony okręg – Galeria Wschodnia
niebieski okręg – Centrum Kultury Stowarzyszenia Białe Gawrony

Problem kibicowskiego antysemityzmu w podobnym kontekście poruszyli ostatnio organizatorzy poświęconego kulturze żydowskiej Festiwalu Retro/Per/Spektywy (Teatr Chorea i Fabryka Sztuki). Agencja „komunikująca” festiwal zaproponowała dość ryzykowną prowokację; wiszący na słupach ogłoszeniowych w mieście plakat z logo RPS zasprejowała (albo zapejsowała) wpisując weń czerwoną gwiazdę Dawida. Chodziło oczywiście o pokazanie, że symbol ten wcale nie należy do kiboli. Gazeta Wyborcza relacjonowała:

„Gwiazda przypomina o królu Dawidzie, jest symbolem żydowskiej siły. Chcieliśmy odebrać gwiazdę kibolom. W ich mniemaniu to symbol zakazany, którym można obrazić przeciwnika. Łodzianie przyzwyczaili się do takiego stanu rzeczy. Próbujemy pokazać, że gwiazda może istnieć w przestrzeni publicznej także w innym kontekście – tłumaczy Tomasz Rodowicz, szef Chorei i festiwalu.

Zdaniem Rodowicza popularność gwiazdy Dawida na łódzkich murach nie ma podłoża antysemickiego. – Przecież dla tych kibiców słowo «Żyd» jest obelżywym określeniem kibica drużyny przeciwnej. Nie chodzi o pochodzenie i krew, ale o obrażenie wroga – mówi dyrektor imprezy. – Na wrzesień przygotowujemy na Bałutach akcję teatralną «Szpera ’42» z Ruthie Osterman, młodą reżyserką z Tel-Awiwu. Ruthie próbuje zrozumieć, dlaczego tamtejsi chłopcy krzyczą «Żyd!» na kolegów z sąsiedniego podwórka, choć nie mają nic przeciwko Żydom takim jak ona, chętnie z nią rozmawiają i grają w piłkę. Wiedzą, że mieszkają w pożydowskich kamienicach, współczują Żydom wojennych cierpień. Te dwa poziomy zupełnie się nie zgadzają”.

Plakat Festiwalu Retro/Per/Spektywy. fot. Reymont.pl

***

Coś rzeczywiście tutaj nie gra do końca – stereotypowe postrzeganie „kibicowskiego antysemityzmu” oczywiście szybko zaprowadziłoby nas do absurdalnych wniosków i musielibyśmy uznać, iż wrogość wobec Żydów lud nasz wyssał z mlekiem matki. Że nasze ulice kipią wręcz od ksenofobii i rasizmu. Co oczywiście nie jest prawdą. Z drugiej strony nie chcę też powiedzieć, iż nazywanie wroga „Żydem” jest tylko niewinnym nadużyciem obiegowych stereotypów, nawet, jeśli autorzy tych sformułowań w istocie nie mają nic przeciwko prawdziwym Żydom. Izraelczycy przyjeżdżający ostatnio coraz częściej do Łodzi widząc symbol swojego państwa na szubienicy oczywiście nie wynoszą z miasta pozytywnych wrażeń. Temat antysemickich napisów na murach pojawiał się również wielokrotnie w katalogu polsko-żydowskim problemów do rozwiązania i to na najwyższym szczeblu. Szczęśliwie Łódź ma już pokaźne dokonania w tym względzie: to tutaj w 2000 r., dziennikarka GW Joanna Podolska zainicjowała akcję pod hasłem „Kolorowa tolerancja”, w ramach której tłumnie gromadzący się co roku mieszkańcy miasta zamalowują ksenofobiczne hasła, a Rada Miejska uchwaliła prawo lokalne nakazujące właścicielom posesji na których takie obraźliwe napisy się znalazły usuwać je w przeciągu doby.

***

Abstrahując już od tego czy ruch kibicowski jest „antysemicki” czy też nie – pytaniem, które najbardziej intryguje w całej tej dyskusji jest chyba pytanie o to kim jest „Żyd” w kibicowski żargonie? Co oznacza tutaj figura „Żyda” i do czego się odnosi? Oczywiście, żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba chyba wyjść poza stereotypową, tanią publicystykę a la wystawa Kuskowskiego i spróbować spojrzeć na ten fenomen z historycznego i socjologicznego punktu widzenia. Paradoksalnie bowiem być może to właśnie kibice ŁKS i Widzewa a nie heroldowie „politycznej poprawności” przechowują dzisiaj  à rebours pamięć o przeszłości miasta, którego trzecia część składała się przed wojną z Żydów. cdn…

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Kieruzel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s