Mózgi w naczyniu

Zapewne zdarza Wam się czasami obejrzeć poniedziałkowy mecz, kończący aktualną kolejkę ligi polskiej. Następnie, pewnie o wiele częściej, zdarza Wam się też we wtorki wkroczyć do innej piłkarskiej bajki, czyli Ligi Mistrzów. Pozostajecie tam do środy. Czwartek wygląda nieco gorzej, ale przecież oglądacie również Ligę Europy. Piątek to początek nowej kolejki ekstraklasy, jak też wszystkich innych lig europejskich. Sobota jest świętem, futbol na żywo, ewentualnie telewizyjny maraton od południa do północy, jeśli nasi grają na wyjeździe. Niedziela to sobota bis. Najpierw grają Anglicy, potem Niemcy, Francuzi i Włosi, kończą jak zwykle Hiszpanie. Zdarzyło Wam się kiedyś spędzić taki tydzień? Albo inaczej – ile takich tygodni już spędziliście?
Football multiview

Przez setki lat podstawowymi źródłami dostarczającymi masom ludzkim intelektualnych, emocjonalnych i fizycznych rozrywek (tudzież nieszczęść) były religie i ruchy społeczno-polityczne. W ostatnim czasie jednak, z różnych przyczyn, fascynacja tymi napędzającymi niegdyś ludzkie myśli i działania dziedzinami wyraźnie spadła. Jako że umysł człowieka nie znosi ideologicznej (nie mylić z ideową) próżni, to szybko sięgnął po substytuty. Co więcej, zdarzyło się to w sytuacji, kiedy dzięki rozwojowi technologicznemu posiadamy o wiele więcej wolnego czasu, z którym musimy coś zrobić. Poszerzyło się zatem pole do zagospodarowania dla współczesnych rozrywek i ideologii. Wydaje się, że w takich właśnie XX-wiecznych okolicznościach piłka nożna i generalnie sport zagarnęły na tym polu najwięcej (może obok przemysłu filmowego). Właściwie nie ma w tym nic dziwnego. Skoro przestaliśmy interesować się życiem duchowym, to skupiliśmy się na ciele. Skoro przestaliśmy interesować się skomplikowanymi regułami gry społecznej, to skupiliśmy się na prostych regułach sportu. Futbol wraz z całą swoją otoczką stał się „miękkim” substytutem dawnych, „twardszych” postaci opium dla mas. W taki też „miękki” sposób zaspokaja on tkwiące w nas niezmiennie potrzeby związane z budowaniem tożsamości i identyfikacji, jak też, rzecz jasna, nieodłączną chęcią do wojowania w ich imię.

Zresztą problem ten – określmy go jako letargiczne oddziaływanie futbolu – został już w naszej kulturze dość dobrze rozpoznany. W szczególności w kontekście sprawowania kontroli nad społeczeństwem przez władze. Dla przykładu, Umberto Eco w Wahadle Foucaulta pisał o tym, jak podobne – złudne, ale i użyteczne – dla władz są rytuały religijne i futbolowe, a dokładniej rzecz biorąc o (Eco 2005):

gibkim poddawaniu się tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu rytuałowi karnawału. Jest to taka sama plemienna i szamańska obyczajowość (…) jak w piłce nożnej, gdyż wyzyskiwani trwonią siły potrzebne do walki, zatracają potrzebę buntu, by praktykować czary, rzucać uroki i wypraszać u bogów wszelkich możliwych światów śmierć dla obrońcy przeciwników, zapominając o władzy, która życzliwym okiem spogląda na ich podniecenie i entuzjazm, i skazując się dobrowolnie na życie w świecie ułudy

Kibice Barra del Caracas FC, w transie

Kwestię tę – także głównie w kontekście politycznym – analizował w swych reportażach również Kapuściński. W Wojnie futbolowej zauważa, że (Kapuściński 2003: 169):

W Ameryce Łacińskiej granica między futbolem a polityką jest niezmiernie wąska. (…) Kiedy Brazylia zdobyła w Meksyku mistrzostwo świata, mój kolega — Brazylijczyk, emigrant polityczny, był zrozpaczony: „Prawica wojskowa — powiedział — ma zapewnione co najmniej pięć lat spokojnych rządów”.

Obecnie wciąż rosnącą siłę futbolu widać już nie tylko po frekwencji na powiększanych systematycznie stadionach i bijących kolejne rekordy wynikach oglądalności transmisji telewizyjnych. Przejawia się ona również w tym, że aktorów widowiska eksploatuje się właściwie do maksimum, podnosząc liczbę rozgrywanych meczy w sezonie do granic fizycznych możliwości piłkarzy. Z tego też względu wymyślono różne nowe rozgrywki, takie jak Puchar Ligi, a dotychczas istniejące znacznie rozbudowano, jak to się stało z Ligą Mistrzów i Ligą Europy. Rosnącą siłę futbolu zaczął mierzyć również internet, na portalach społecznościowych wiele klubów piłkarskich posiada już po kilkadziesiąt milionów fanów (co razem daje niesamowitą liczbę, którą warto byłoby kiedyś podliczyć), którzy bacznie śledzą nawet najbardziej błahe informacje na temat tych klubów.

W ten właśnie sposób – mówiąc filozoficznym językiem Hilarego Putnama – miliony ludzi dobrowolnie zatapiają swoje mózgi w naczyniach gier, a futbol wiedzie wśród tych gier prym. Podczas spotkania piłkarskiego wszystko staje się bowiem proste i łatwo wytłumaczalne: Łódź kontra Warszawa, biedni kontra bogaci, my kontra oni. Wszystko to bazuje na uproszczeniu, łatwej identyfikacji i chęci przynależenia do wspólnoty, czyli cechach charakteryzujących woltę współczesnego człowieka, określoną już jakiś czas temu jako „ucieczka od wolności”. Uczestniczenie w prostych rytuałach stadnych pozwala nam odsunąć na bok wszystkie bardziej istotne, acz jednocześnie o wiele bardziej kłopotliwe, pytania i problemy. Jak pamiętamy, o mechanizmie tym Fromm pisał już w latach czterdziestych ubiegłego wieku (Fromm 1993: 123):

Spełniając oczekiwania innych, nie wyróżniając się, człowiek tłumi wątpliwości co do swej tożsamości i osiąga pewien stopień bezpieczeństwa. (…) Nie mogąc jednak jako automat doświadczać życia rozumianego jako spontaniczna aktywność, chwyta się zastępczo każdego rodzaju podniety i dreszczyku; emocji picia, sportów, przeżywania zastępczo wzruszeń fikcyjnych postaci na ekranie

Można tu przywołać jeszcze jedno wielkie nazwisko – Blaise’a Pascala, który właśnie w takich rozrywkach upatrywał jednej z głównych przyczyn płytkiego, bezwartościowego życia. Właściwie wszystkie zdania, jakie na ten temat napisał, dają się łatwo „futbolowo” strawestować. Jeżeli podmienimy w nich słowo „rozrywka” na słowo „futbol”, otrzymamy bez mała filozoficzny traktat o fenomenie piłki nożnej. Głównie z tezami w takim oto duchu (Pascal 2000: 107):

Jedyna rzecz, która nas pociesza w naszych niedolach to futbol, a wszelako to jest największa z naszych niedoli; ona głównie przeszkadza nam myśleć o sobie i gubi nas niepostrzeżenie. Inaczej trwalibyśmy w nudzie, a ta nuda popchnęłaby nas do szukania trwalszego sposobu wyrwania się z niej. Ale futbol bawi nas i wiedzie niepostrzeżenie ku śmierci.

Ostatecznie otrzymujemy zatem wizję świata i kultury niemalże jak z Kongresu futurologicznego Lema. O ile jednak tam letargiczne działanie na społeczeństwo przypisywano rozpylanym przez władze substancjom chemicznym, to zgodnie z naszym – mniej fantastycznym – przypuszczeniem w dzisiejszym świecie podobne działanie posiada właśnie (między innymi) piłka nożna. Jest ona jednym z elementów kreacji świata ułudy, czyli świata wymyślonych, kontrolowanych i błahych problemów. Problemów – substytutów. Przy czym nie ma tu żadnego spisku. Tę futbolową, letargiczną pigułkę wybieramy i aplikujemy sobie wciąż sami.

Z drugiej strony, znajdą się oczywiście i tacy, którzy podobnie jak Lemowski George Symington, będą zwolennikami tej narkotycznej funkcji futbolu i generalnie rozrywki. Nie widzą oni bowiem już żadnej innej alternatywy dla współczesnego człowieka. Mając świadomość obecnej sytuacji kulturowej, czyli fiaska wszelkich religii i filozofii, użyją zapewne takiego samego argumentu jak wspomniany wyżej „rzeczowidz” i organizator iluzji (Lem 2012):

Jesteśmy zniewoleni stanem rzeczy. Zagnał nas w kąt. Gramy takimi kartami, jakie nam społeczny los wcisnął w ręce. Przynosimy spokój, pogodę i ulgę jedynym zachowanym sposobem. Utrzymujemy na skraju równowagi to, co bez nas runęłoby w agonię powszechną. Jesteśmy Atlasem tego świata. Chodzi o to, że jeżeli już musi ginąć, niechaj nie cierpi. Jeżeli nie można odmienić prawdy, trzeba ją zasłonić, to o s t a t n i  jeszcze humanitarny, jeszcze ludzki obowiązek.

placebo_-_where_is_my_mind.mp3

Jurek

ŹRÓDŁA:

Eco Umberto, Wahadło Foucaulta, przeł. A. Szymanowski, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2005.

Fromm Erich, Ucieczka od wolności, przeł. O. i A. Ziemilscy, Warszawa 1993.

Kapuściński Ryszard, Wojna futbolowa, Czytelnik, Warszawa 2003.

Lem Stanisław, Kongres futurologiczny, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012.

Pascal Blaise, Myśli, przeł. T. Boy-Żeleński, PAX, Warszawa 2000.

Putnam Hilary, Mózgi w naczyniu, w: tegoż, Wiele twarzy realizmu i inne eseje, przeł. A. Grobler, PWN 1998, ss. 295-324.

Reklamy

1 komentarz

Filed under Jurek

One response to “Mózgi w naczyniu

  1. Pingback: CENA DOSKONAŁOŚCI | zglowki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s