O kibicowskim antysemityzmie cz. 2 Kim jest Żyd w kibicowskim żargonie?

W pierwszej części mojego tekstu postawiłem tezę, że w kibicowskim żargonie określenia „żyd”, „pejs” i im podobne wcale nie zawsze implikują rzeczywistą wrogość wobec potomków Abrahama. Oczywiście teza ta jest dosyć ryzykowna, oparłem ją bowiem tylko na kilku doniesieniach prasowych (jakkolwiek znaczących), rozmowach z kibicami i własnych obserwacjach. Być może zakrojone na szerszą skalę badania socjologiczne pozwoliłyby odpowiedzieć precyzyjniej na pytanie o naturę i zakres tzw. „kibicowskiego antysemityzmu”, z całą pewnością jednak zjawisko to jest w dużej mierze mitologizowane i demonizowane przez opinię publiczną (tak jak to miało miejsce w słynnym reportażu BBC Stadiums of Hate).

I trudno się temu dziwić – elity są wychowane przede wszystkim na literackim obrazie Zagłady Żydów, dziejów diaspory, natury antysemityzmu, mają zakodowany jej moralny i ideologiczny wydźwięk, podczas gdy środowisko kibicowskie, wywodzące się przecież w swej ogromnej większości wcale nie z elit, kultywuje nieprzefiltrowaną przez kulturę intelektualną pamięć o swoich dawnych żydowskich sąsiadach. Intelektualiście, który widzi młodego chłopaka malującego na murze napis „RTS Żydzew” niemal automatycznie pojawiają się przed oczyma literackie obrazy z książek Grossa, Krall, Littela albo Sem-Sendberga: wizje szykan, obozów Zagłady, komór gazowych etc. Co zaś „siedzi” w głowie młodego chuligana, co motywuje go do nazywania przeciwnika Żydem, to już trochę inna historia. Choć poruszamy się tutaj po bardzo grząskim i niepewnym gruncie, warto jednak spróbować poszukać odpowiedzi na pytanie: kim jest Żyd w kibicowskim żargonie?
Pierwszą hipotezę już postawiłem: wydaje się, że środowisko kibicowskie swój stosunek do Żydów dziedziczy przede wszystkim od przodków, którzy z Żydami współżyli, pracowali, przyjaźnili się, współzawodniczyli, a często walczyli. Na to wszystko nakłada się również świadomość Zagłady – „zniknięcie” Żydów. Hanah Arendt pisała w swojej książce Eichmann w Jerozolimie o Holocauście jako o produkcie ubocznym wojny i totalitaryzmu. Trudno się oprzeć wrażeniu, że w sytuacji wojennego terroru i powszechnego zagrożenia oraz niepewności  fakt „zniknięcia” Żydów okazał się dla większości polskiego społeczeństwa „produktem ubocznym wojny”, którego potworność oscylowała na granicy uwagii, a często wędrowała poza nią. Z całą pewnością byli tacy, którzy ze zniknięcia Żydów się cieszyli (albo nawet na nim skorzystali), byli również jednak i tacy, którzy pomimo zagrożenia i nieustannego terroru mieli odwagę widzieć zbrodnie i działać. Zdecydowana większość społeczeństwa patrzyła z boku – nie widziała, bądź wolała nie dostrzegać i nie dociekać. I to nie tylko w czasie wojny, ale również długo po niej. Stąd szukając znaczenia figury Żyda w kibicowskim żargonie, trzeba chyba wziąć pod uwagę przede wszystkim perspektywę przedwojennych stosunków etnicznych w Polsce. Antysemityzm w II RP nie miał wcale jednego oblicza: ujawniał się w tradycyjnych katolickich kręgach, gdzie „Żydzi byli tymi, którzy zabili Chrystusa”, bądź z perspektywy politycznej, w której Żydzi byli postrzegani jako bolszewicy – lub też chyba najbardziej powszechnie – jako zagrożenie ekonomiczne, rywal na rynku.

Czy współczesny „antysemityzm kibicowski” odpowiada powszechnie którejś z tych miar? – nadal wydaje mi się, że nie. Szukając ideologicznego klucza – religijnego, politycznego czy też ekonomicznego – raczej oddalimy się od problemu, ruch kibicowski jest bowiem zbyt niejednorodny. Stereotyp zaś powszechny i podzielany przez różne kibicowskie frakcje.


Spróbujmy sięgnąć głębiej i zapytać: kim jest w ogóle wróg i obcy w języku fanatyków futbolu? Chyba tylko w taki sposób bowiem można odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jest on akurat „Żydem”. W ostatnich kilku miesiącach ogólnopolską karierę w internecie zrobiły kibicowskie memy z Łodzi. „RTS nie płakał po papieżu”, „ŁKS nie czyta książek”, „ŁKS nie wita dnia uśmiechem” czy „Widzew obżera się pampuchami, a potem wygląda jak wygląda”. Oczywiście takie przejawy kreatywności to milowy krok cywilizacyjny w kulturze kibicowskiej, do tej pory najodważniejsze jej przejawy wyrażały się w „krwiożerczym”, samczym szpanerstwie albo nawiązaniach do domniemanego żydowstwa przeciwników. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że zarówno jedne, jak i drugie opierają się na tej samej strategii „upokarzania” przeciwnika (rywala). Wykazywania jego słabości, anachroniczności, dziwaczności, obcości… wykazaniu, że nie przystaje on do społeczeństwa i można go lekceważyć. Żyjemy w czasach względnego dobrobytu i bezpieczeństwa, szczególnie jeśli jakimś trafem jesteśmy przedstawicielami klasy średniej – możemy sobie pozwolić na duży zakres wolności, ekstrawagancji, możemy wybierać spośród szerokiej palety dostępnych dróg rozwoju zawodowego i osobistego oraz jeszcze większej palety potencjalnie dostępnych towarów i usług. W związku z tym jesteśmy o wiele bardziej tolerancyjni… również dla słabości / inności. Gdy jednak spada poziom dobrobytu, pojawiają się zagrożenia, a sami czujemy się manipulowani i „rozgrywani” przez innych, kiedy nasze życie i bezpieczeństwo w większej mierze zależy od grupy, analogicznie zmniejsza się nasz poziom tolerancji. Zaczynamy się bać słabości i inności – słabość bowiem oznacza, że nie potrafimy sobie sami poradzić, nie potrafimy się sami obronić. Ryszard Kapuściński, zastanawiając się nad genezą okrucieństw popełnianych przez afrykańską ludność podczas licznych tam wojen, twierdził, że dla wielu z tych ludzi, którzy w gruncie rzeczy nic nie posiadali i mieli przez pokolenia status niewolników, przemoc była często jednym sposobem zademonstrowania swojej „godności” i „ważności”. Bezbronność, słabość i uległość zaś świadomością, od której chciano na wszelkie sposoby uciec albo chociaż ją wyprzeć…


Dopiero zdając sobie sprawę z napięcia między „godnością” a „pogardą” możemy pokusić się o dostrzeżenie zależności i wyjaśnianie etnicznych i politycznych dystansów. Przede wszystkim warto sobie wyjaśnić subtelną różnicę między wrogiem a rywalem – wroga próbuje się zniszczyć, rywala upokorzyć, ewentualnie przepędzić. Zarówno stosunki kibicowskie dziś, jak i stosunki etniczne w przedwojennej Polsce oparte były powszechnie na rywalizacji raczej niż na autentycznej wrogości. Żydzi nigdy nie zagrażali nam bezpośrednio i otwarcie, podobnie nawet pomimo antysemityzmu istotnej części naszego społeczeństwa Polska była dla nich krajem relatywnie bezpiecznym i przyjaznym (pisze się np. o pozytywnym stosunku Marszałka Piłsudskiego do Żydów, którzy podobno chcieli po jego śmierci nazwać jedno z miast w Izraelu jego nazwiskiem). Również dzisiaj negatywne przejawy nastawienia Żydów do Polski opisuje się raczej jako „zawiedzioną miłość” (Szewach Weiss) niż wrogość. Wróćmy jednak do pytania, dlaczego rywal jest Żydem? Dlaczego rywala próbuje się upokorzyć takim określeniem? Odpowiedź być może tkwi w najboleśniejszym dla żydowskiej duszy stereotypie, który poprzez negacje ukształtował obraz świadomości współczesnego Izraelczyka: stereotypie Żyda jako tego, który szedł jak owca na rzeź, był zbyt słaby i anachroniczny, żeby walczyć, bezbronnie i pokornie patrzył na śmierć swoich bliskich; Żyda jako obarczonego „mentalnością wygnańca”, niezdolnego do wzięcia swojego losu we własne ręce; jako człowieka uległego, który próbuje poprzez cwaniactwo i fałszywą usłużność ugrać coś dla siebie, ale w gruncie rzeczy nie jest w stanie się obronić, kiedy przychodzi realne zagrożenie; Żyda, którego w Polsce nazywano mośkiem albo parchem; Żyda kultywującego dziwne zwyczaje, zupełnie nieprzystające do wymogów współczesności; kogoś, kogo można bezkarnie upokorzyć albo nawet uderzyć i przepędzić, w szabas okraść zaś bezczelnie i bez konsekwencji.


Nie chcę oceniać, na ile stereotyp ten był prawdziwy – Marek Edelman, słysząc o uległości Żydów w czasie wojny, warczał z wściekłości. Z całą pewnością jednak był powszechny, bardziej jeszcze w Izraelu niż w Polsce. „Problemem Żydów na wygnaniu jest to, że wolą życie zbitego psa od śmierci z honorem” – mówił w 1942 r. żydowski polityk Icchak Grnübaum na posiedzeniu Mandatowej Agencji Żydowskiej na Rzecz Palestyny. Właściwie cała syjonistyczna ideologia współczesnego Izraela oparta była na próbie wyparcia życia w diasporze i „mentalności wygnańców” (łącznie z językiem i innymi nabytymi od wygnania nawykami). W książce Siódmy milion izraelski historyk Tom Segev przytacza wypowiedzi ważnych żydowskich przywódców (łącznie z Dawidem Ben Gurionem), którzy twierdzili wręcz, że Żydzi sami są sobie winni swoich cierpień, nie skorzystali bowiem na czas z zaproszenia do imigracji do Erec Israel, kultywując podłe formy sklepikarskiego życia na obczyźnie. Przez lata też ocalali z Zagłady byli w Izraelu nazywani powszechnie „mydłem”, a dowcipy o Żydach uciekających z Auschwitz przez komin również nie należały do rzadkości.
***
Czy za tzw. „antysemityzmem kibicowskim” kryje się strach przed słabością i uległością, strach przed wyobcowaniem? Czy jest on wykwitem ksenofobii i nacjonalizmu naszego społeczeństwa albo powszechności spiskowych teorii dziejów przypisujących powszechnie Żydom podłe intencje? Trudno określić – z całą jednak pewnością za pierwszą hipotezą przemawiają pewne racje. W ich myśl Żyd to w nieco bardziej poprawnej i postmodernistycznej wersji ten, kto nie płakał po papieżu, ktoś, kto nie wita dnia uśmiechem, obżera się pampuchami i robi herbatę z wody po pierogach. Ktoś dziwny, słaby i anachroniczny, ktoś niepraktyczny i nieżyciowy… A przede wszystkim ktoś, kto nie potrafi się przeciwstawić i obronić.

cdn.

Kieruzel

Reklamy

1 komentarz

Filed under Kieruzel

One response to “O kibicowskim antysemityzmie cz. 2 Kim jest Żyd w kibicowskim żargonie?

  1. yeah

    Chłopie ty biedny, nieszczęsny 😀 Przecież te „pampuchy”, to zabawna prowokacja i nic więcej. To nie ma nic do tematu, jaki poruszyłeś, który sam w sobie jest ciekawy i ważny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s