CENA DOSKONAŁOŚCI

Piłka nożna, jak każda wielka narracja, jest między innymi grą pamięci. Bez swoich legend, bez podań i mitów, które stworzyła, nie byłaby tym, czym jest — nie tylko grą, lecz opowieścią o nas samych. Dlatego zanim wprowadzi się technologiczne nowinki, warto zastanowić się, jaki wpływ będą one miały na… duszę futbolu.
Transparent sporządzony przez kibiców ManU po niedawnym ligowym meczu tej drużyny z Chelsea na Stamford Bridge, w którym sędzia Mark Clattenburg wypaczył wynik na korzyść „Czerwonych Diabłów”

Gniew, frustracja, żal, oburzenie albo niesmak — jeśli jesteście fanami futbolu, doskonale znacie ów uczuciowy zestaw wywoływany przez błędną decyzję sędziego. Każdy gol zdobyty z pozycji spalonej, każdy opacznie podyktowany karny, każda zbyt pochopnie wyciągnięta czerwona kartka wzbudza w nas odruchowy sprzeciw i skłania do snucia spiskowych teorii. Teorii, które — przyznajmy i to — nie zawsze muszą być wyssane z palca; wiemy w końcu wystarczająco wiele o skali korupcji w piłce i pamiętamy doskonale choćby to, w jak bezwstydny, wręcz haniebny sposób, przy cichym przyzwoleniu piłkarskich władz, Korea Południowa została przez sędziów wciągnięta za uszy do strefy medalowej podczas organizowanych wespół z Japonią Mistrzostw Świata w 2002 roku.

Daleki jednak byłbym od potępiania sędziów en masse. Przeciwnie, uważam, że trzeba wyjątkowego hartu ducha, by wziąć na siebie brzemię odpowiedzialności związane z tym zajęciem. Bo to właśnie arbitrzy spełniają w piłce rolę nie tylko najbardziej niewdzięczną, ale i najtrudniejszą — narażeni na ciągłą presję, a nawet otwartą wrogość, zarówno ze strony trybun, jak i piłkarzy, trenerów oraz mediów (a niekiedy, o czym pamięta zapewne taki Howard Webb, również urzędujących premierów), muszą stawić czoła zadaniu, które właściwie przekracza możliwości ludzkiej percepcji. Futbol bowiem zmienił się w grę tak dynamiczną i intensywną, że właściwie cudem jest każde spotkanie, w którym obywa się bez większych kontrowersji.

Nic więc dziwnego, że współczesna dążność (związana z jedyną powszechną religią tego świata — religią postępu) do rugowania z życia elementów losowych i próby eliminacji poczynań przypadku, totalnej kontroli nad biegiem rzeczy w futbolu przekłada się na żądania, by element ludzki wspomóc czynnikiem mniej zawodnym — technologią. Istnieje przy tym całe mnóstwo zupełnie racjonalnych i trudnych do podważenia argumentów, by optować za wprowadzeniem w tkankę futbolu rozwiązań stosowanych już w innych sportach, choćby w tenisie i hokeju — od tych związanych z poczuciem sprawiedliwości po ekonomiczne.

Zasadniczo wolimy przecież rozstrzygnięcia „czyste”, pozbawione wątpliwości, a zwycięstwa odniesione na skutek sędziowskich pomyłek smakują jakby mniej — być może właśnie w ten sposób w duszy kibica rezonuje kantowski imperatyw moralny. Jeszcze bardziej istotne, zwłaszcza ze współczesnej, a więc skrajnie zorientowanej na rynek perspektywy, wydają się konsekwencje finansowe błędnej pracy sędziów — tracą w ten sposób zarówno poszczególne zespoły, jak i futbol jako produkt. Piłka nożna nigdy dotąd nie była wszak dyscypliną tak popularną, wręcz globalną, nigdy masy nie odurzały się nią równie skutecznie (o czym pisał na Z główki Adam Jurek), a w związku z tym nigdy nie był też tak skutecznym instrumentem mnożenia zysku. W powszechnym przekonaniu zaś produkt powinien być jak najdoskonalszy, pozbawiony defektów i widocznych rys. Stąd między innymi z jednej strony próby rugowania z futbolu zachowań szkodzących wizerunkowi dyscypliny, z drugiej zaś wysiłki zmierzające do minimalizowania ilości sędziowskich pomyłek.

Zmiany są chyba nieuniknione — presja na wprowadzenie technologii narasta, a gigantyczne pieniądze, które wchodzą w grę, zapewne w końcu przeważą szalę i doczekamy się w mniej lub bardziej odległej przyszłości innowacji technologicznych daleko bardziej ingerujących w decyzje sędziów niż zatwierdzone niedawno czipy, dzięki którym sędziowie zostaną powiadomieni, czy piłka przekroczyła linię bramkową. Zanim jednak do tego dojdzie, warto zastanowić się, jaki wpływ będą one miały na… duszę piłki nożnej. Bo trzeba zważyć na szali nie tylko to, co widoczne gołym okiem i policzalne, ale także te aspekty futbolu, których w żaden sposób wymierzyć nie idzie.

Nasz gatunek wyewoluował tak, że lubuje się w opowieściach, dramatycznych wydarzeniach, niepowtarzalnych historiach — bez tej skłonności nie powstałby ani homerycki epos, ani powieść, ani kino, nawet hollywoodzkie. Na narracje zaś składają się wydarzenia — im bardziej wyjątkowe, tym bardziej niezapomniane. W piłce nożnej zaś fundamentem wielkich narracji są nie tylko spektakularne gole, niewiarygodne dryblingi i niemożliwe sploty okoliczności, ale i pamiętne — i karygodne — sędziowskie pomyłki. Bez nich futbolowe opowieści byłyby po prostu znacznie uboższe. Gdyby nie wpadki arbitrów, wiele wspaniałych spotkań stoczyłoby się w otchłań zapomnienia, a w najlepszym razie pałętałyby się nam gdzieś na obrzeżach świadomości obok tysiąca innych bardzo podobnych zdarzeń — wystarczająco intrygujących, by zwrócić na nie uwagę, za mało charakterystycznych, by je sobie przypominać.

Tymczasem futbol, jak każda wielka narracja, jest między innymi grą pamięci. Bez swoich legend, bez podań i mitów, które stworzył, nie byłby tym, czym jest — nie tylko grą, lecz opowieścią o nas samych; o naszej podległości wobec przypadku, o ludzkich defektach, przywarach i słabościach, lecz także tych wyjątkowych momentach, gdy wznosimy się ponad własną mierność i małostkowość. Bez „ręki Boga”, najsłynniejszej bodaj bramki w historii futbolu, nawet jej kontrapunkt w postaci drugiego gola Maradony w spotkaniu z Anglikami na mundialu w Meksyku, gola uznawanego przecież nie bez podstaw za trafienie stulecia, byłby zapewne słabszy. Bez tej katastrofalnej gafy sędziego nie byłoby może ani „boskiego Diego”, ani Kościoła Maradony (liczącego obecnie 120 tys. wiernych, jednym z nich jest Leo Messi) z jego rytuałem chrztu, podczas którego konwertyta wbija piłkę do bramki właśnie górną kończyną.

Mecz piłkarski bywa dziełem sztuki, ale jego nieodłącznym elementem jest ludzka zawodność, słabość, podatność na błąd, także tych, którzy czuwają nad jego przebiegiem. A futbol to nie tylko 90 minut boiskowych zmagań, ale i towarzysząca im opowieść. Dlatego należy zadać sobie pytanie, jak wiele by stracił, gdyby przed każdym kolejnym pojedynkiem Argentyny z Anglią, Anglii z Niemcami, Barceloną z Chelsea nie przypominano sędziowskich decyzji, które znacząco wpłynęły na los potyczek między tymi drużynami w przeszłości.

Zapewne technologia może wyrugować z piłki nożnej najbardziej rażące błędy, uczynić tę grę bardziej odporną na ludzkie defekty, a w konsekwencji pewnie nawet sprawiedliwszą. Pytanie, które należy sobie jednak zadać jest następujące: czy aby na pewno chcemy, by futbol ewoluował w tym sterylnym, laboratoryjnym i w konsekwencji mniej ludzkim kierunku?
Krzymianowski

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Krzymianowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s