Futbol to nie fun

Jak na razie Euro przynosi nadspodziewanie wiele emocji, bramek i meczów stojących na doskonałym poziomie. Ponieważ jednak o aspekcie sportowym turnieju pisze się tyle, że dodawać swoje trzy grosze mija się właściwie z celem, na Z główki zajmiemy się innym aspektem turnieju — koniec pierwszej rundy spotkań to świetna okazja, by przyjrzeć się temu, jak wygląda on od strony kibicowskiej.

Osiem spotkań, które mamy za sobą, udowodniło przede wszystkim, ile dla meczu piłkarskiego znaczy publiczność. Jakość futbolowego widowiska mierzy się bowiem nie tylko ilością znakomitych zagrań, strzałów, goli czy bramkarskich popisów, ale również tym, jak brzmią trybuny. To odpowiednio reagująca widownia potrafi z przeciętnego meczu uczynić spektakl (o czym przekonujemy się tydzień w tydzień, oglądając mecze ligi angielskiej w rodzaju Stoke — Sunderland) i widownia ma moc, by zamienić doskonałe spotkanie w mizerny boiskowy zatarg.

Niedzielna batalia między Irlandczykami i Chorwatami nie stała na najwyższym poziomie; zwłaszcza zadziorni i twardzi piłkarze Eire poza wymienionymi atutami niewiele mieli do zaoferowania. Ale w kontekście, o którym tu mowa — wzajemnego dopełniania się w starciu futbolowym piłkarzy i trybun — był to zdecydowanie najlepszy mecz na tym turnieju. Kibice, zwłaszcza fenomenalni fani z „zielonej wyspy”, sprawili, że mecz stał się widowiskiem. Dla Irlandczyków trzecia stracona bramka oznaczała właściwie koniec turnieju (bo trudno sobie wyobrazić, że spadkowicze z Premier Leaguje, Doyle czy Ward, powstrzymają hiszpańskich i włoskich tytanów), ale desperacja, z jaką usiłowali wepchnąć piłkę do bramki Chorwatów, była imponująca. A nie byłoby tej determinacji, gdyby nie zielono-białe trybuny, gdyby nie kibice zdzierający gardła przy każdym rzucie wolnym wykonywanym przez ich piłkarzy z połowy boiska, przy każdej wyłapanej przez bramkarza przeciwników wrzutce, przy każdym aucie wyszarpanym od znacznie przecież lepszych piłkarsko Chorwatów.

Irlandczycy i Chorwaci udowodnili pospołu, że spośród wszystkich grup kibiców, które przyjechały na Euro, najlepiej rozumieją ducha piłki. Bo wbrew natrętnie powtarzanej frazie komentatorskich speców w futbolu nie chodzi o dobrą zabawę. Kto tego nie rozumie, nie pojmuje istoty tej dyscypliny i jej fenomenu. Ci, którzy piłkę nożną kochają, wcale nie chcą zabawy — mecz to nie dyskoteka — pragną emocji i zakłócenia biegu codzienności. A nade wszystko pragną niespodziewanej ekstazy, o czym fenomenalnie pisał Nick Hornby w Futbolowej gorączce:

Gdy uprawia się seks, wiadomo, na co można liczyć. […] seks to bezdyskusyjnie przyjemniejsze zajęcie niż oglądanie piłki nożnej (nie ma remisów bezbramkowych, nie ma pułapek ofsajdowych i jest ciepło). W normalnych okolicznościach uczucia z nim związane po prostu nie są tak intensywne, jak przy okazji zdobycia tytułu mistrzowskiego w ostatnim momencie, raz w życiu. […] Rzecz w tym, że prawdziwe życie jest bledsze, nudniejsze i mniejsze w nim prawdopodobieństwo nieoczekiwanej ekstazy.

Tymczasem na trybunach Narodowego w dniu otwarcia widownię w przeważającej mierze stanowili właśnie widzowie, którzy szukali na meczu przyjemności i dobrej zabawy. Dlatego było głośno tylko wtedy, gdy Polacy siedli na Greków i przydusili do pola karnego, ale gdy tylko okazało się, że nasza reprezentacja nie przeszła cudu przemiany i prezentuje wszystkie znane nam wszystkim wady, „kibice” zaczęli natychmiast grymasić. Zgromadzony na trybunach Narodowego tłum ani przez moment nie zapomniał się w spotkaniu, ani przez moment nie stworzył atmosfery, która mogłaby spowodować u Greków drżenie łydek i która sprawiłaby, że ci ostatni zrozumieliby, że są na obcym, a to znaczy niebezpiecznym terenie. Widownia nie zrobiła też nic, by jej zbiorowa potęga zmobilizowała piłkarzy do wysiłku wtedy, gdy przestały nosić ich nogi i zawiodły głowy. Niestety, mieliśmy okazję obserwować typową relację łączącą konsumenta z usługodawcą— to nie byli kibice, lecz publiczność, która chciała się na meczu dobrze zabawić.

źródło: pudelek.pl

Chyba nigdy wcześniej wielka impreza piłkarska nie przypominała do tego stopnia amerykańskiej rozrywki w stylu finału Super Bowl albo NHL — jarmark wokół Euro, a nade wszystko sama organizacja spotkań, z idiotycznym podkładem muzycznym sekundy przed rozpoczęciem meczu i po każdej strzelonej bramce, jakby sam ryk trybun nie był najpiękniejszym tłem dla cieszących się piłkarzy, to smutne dowody na amerykanizację tego fenomenalnego i samowystarczalnego sportu. Dlatego chwała Irlandczykom, chwała Chorwatom, a w nieco mniejszym stopniu Niemcom, Holendrom i Ukraińcom (choć ci swój test dopiero przejdą, gdy sborna zagra słabiej niż ze Szwedami), że na miarę możliwości swoich płuc przypomnieli nam, o co chodzi w futbolu. Bo irlandzcy fani zachowywali się jak prawdziwi kibice nie tylko dlatego, że nagradzali owacją każdy udany wślizg, każdy wygrany pojedynek bark w bark, ale nade wszystko z tego względu, że widząc na telebimach swoje twarze przy wyniku 1:3, nie usiłowali udowadniać światu, jak znakomicie się bawią. Oni po prostu czują tę grę i rozumieją, że nie ma się z czego cieszyć, gdy przegrywa się mecz. Futbol to nie fun, Drodzy Państwo, i byłoby dobrze, żeby przypomnieli sobie o tym również piłkarscy decydenci.

PS. Czy to nie smutne, że lepiej rozumie to Anna Mucha, która na meczu była po raz pierwszy w życiu właśnie na Euro, niż taki Michel Platini?

PS.I Ledwie się człowiek wymądrzy, a tu natychmiast trzeba odszczekiwać – w meczu z Rosjanami polscy kibice przeszli przemianę nie mniejszą niż nasza drużyna. Nie wiadomo tylko, czy miało to związek z lepszą grą Polaków, faktem, ze inauguracja Euro przyciągnęła na trybuny więcej przypadkowych osób, czy po prostu obecnością na trybunach naszego redakcyjnego kolegi Adama Jurka 🙂

Krzymianowski

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Krzymianowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s