Widzew w Lidze Mistrzów (część 2)

Poniższy tekst w całości ukazał się w ostatnim, jubileuszowym numerze „Kroniki Miasta Łodzi„, poświęconym najważniejszym wydarzeniom w mieście w ramach ostatniego dwudziestolecia. Jego pierwsza część do przeczytania tutaj.

fot. Adam Jurek

Europejskie eliminacje do elity, czyli runda wstępna Ligi Mistrzów

Po zdobyciu trzeciego w historii klubu mistrzostwa kraju od potyczek z najlepszymi drużynami kontynentu dzieliła łodzian jeszcze jedna niebagatelna przeszkoda, runda wstępna. Los zdecydował, że rywalem Widzewa na tym etapie został mistrz Danii, Broendby Kopenhaga. Pierwszy mecz odbył się w Łodzi. Na odnawianym w tym czasie stadionie nowo zakupieni gracze (Dembiński i Majak) dali gospodarzom wygraną 2:1. Duży udział w tym zwycięstwie mieli też zawodnicy pozyskani od największego krajowego rywala, czyli stojący dwa miesiące wcześniej po przeciwnej stronie barykady Szczęsny i Michalski. Można rzec, że w przeciwieństwie do obecnej sytuacji były to czasy, kiedy mistrz Polski mógł zgromadzić niemal wszystkich najlepszych graczy ligi polskiej i spróbować zawojować nimi Europę.

Na mecz rewanżowy wyruszyło do Kopenhagi około 600 kibiców łódzkiego klubu. Obsługa promu samochodowego z Niemiec do Danii zapewne do dziś pamięta bawiącą się z iście słowiańską fantazją kompanię, która na dodatek oflagowała swoimi barwami dużą część statku. Na początku meczu dwie groźne akcje przeprowadzają Duńczycy, chcący szybko odrobić straty z pierwszego meczu. Po otrząśnięciu się z początkowego szturmu widzewiacy ruszają do kontrnatarcia. Po rajdzie lewą stroną Majaka zbyt lekko (swoją gorszą, lewą nogą) strzela Czerwiec. Kilka minut później Citko wychodzi na pozycję sam na sam z bramkarzem, próbuje lobować, ale posyła piłkę zbyt nisko. Po pół godziny gry zaczynają się kłopoty Widzewa, i to poważne. W 31 minucie Wojtala nie potrafi upilnować niezwykle groźnego tego dnia Moellera i jest 1:0. Tuż przed przerwą po błędzie Michalskiego i Szczęsnego na 2:0 podwyższa Bjur, a zaraz po wznowieniu gry kolejną bramkę dla Duńczyków zdobywa weteran Vilfort. Niemal wszystkim wydawało się wówczas, że przypieczętował on awans Broendby, podobnie jak uczynił to gol tego samego zawodnika w 1992 roku, zapewniający Danii sensacyjny tytuł mistrza Europy. Tym bardziej, że na fali powodzenia i przy trwającym na trybunach karnawale radości piłkarze gospodarzy stwarzali sobie kolejne groźne sytuacje.

Patent ówczesnego zespołu Widzewa na przejście do historii polskiej piłki polegał jednak na tym, że w najważniejszych meczach łódzcy zawodnicy wykazywali siłę i charakter do wychodzenia z sytuacji niemal beznadziejnych. Tak jak w najlepszych scenariuszach, zaczynało się od trzęsienia ziemi, a potem było jeszcze ciekawiej. W 56 minucie, po indywidualnej akcji rehabilitującego się w tym momencie Michalskiego, kontaktowego gola zdobywa Marek Citko. Następne pół godziny to niesamowita wojna nerwów. Zwłaszcza w ostatnich minutach w grze zawodników jednego i drugiego zespołu dało się zauważyć paraliżującą ich umiejętności świadomość stawki meczu, w szczególności w obliczu uciekającego czasu. Jasne było, że drużyna, która teraz strzeli bramkę, wygrywa przepustkę do sportowej i finansowej elity. Nadchodzi 88 minuta, jak się okazało obfita w skutki zarówno dla polskiej piłki, jak i dla polskiego dziennikarstwa sportowego. Pierwszy strzał Majaka zostaje zablokowany przez obrońcę Broendby rozpaczliwym wślizgiem, zaś następująca chwilę potem dobitka szybuje wzdłuż linii bramkowej… Tam też zapędził się wówczas jeden z łódzkich obrońców, Paweł Wojtala, który stojąc na tzw. „długim” słupku dołożył głowę i z najbliższej odległości umieścił piłkę w bramce. Tak naprawdę, do dziś do końca nie wiadomo, kto zdobył tego niezwykle ważnego gola, albowiem piłka być może już wcześniej przekroczyła linię bramkową.

Trener Smuda, cała ławka rezerwowych oraz obecni tam działacze nie wytrzymują i w przypływie niesamowitej radości wbiegają na boisko. Duńska część widowni milczy w niedowierzaniu; jedni fani Broendby chowają twarze w dłoniach, inni spoglądają na sektory widzewskie, gdzie sześciuset przybyłych szczęśliwców przeżywa właśnie chwile, o których będą mogli jeszcze długo opowiadać. Panuje wśród nich dziki, nieposkromiony szał, przejawiający się w najdziwniejszych tańcach radości. W oczach niektórych mężczyzn, będących dobrze po czterdziestce, dają się zauważyć łzy radości. Niesamowite emocje, jakie towarzyszyły tym chwilom, najlepiej oddaje chyba komentarz redaktora Tomasza Zimocha, który relacjonował to spotkanie dla Programu 1 Polskiego Radia. Tych kilka minut przeszło do historii polskiego dziennikarstwa, a ich zapis do dziś bije rekordy popularności w serwisach internetowych. W szczególności słynne słowa, w których redaktor zaklinał tureckiego sędziego, z niewyjaśnionych przyczyn przedłużającego mecz… „Panie Turek, niech Pan tu kończy to spotkanie!… Turku, kończ ten mecz!”. Jeszcze w 2012 roku gazety donosiły, że słynny „Pan Turek” z meczu Broendby – Widzew, który swoim zwlekaniem z zakończeniem meczu doprowadził wielu kibiców niemal do ataku serca, przeżył właśnie… atak serca. Dodajmy jeszcze, że Duńczycy byli po tym spotkaniu tak załamani, że nie zorganizowali nawet konferencji prasowej, co we współczesnym zawodowym futbolu jest sytuacją właściwie niespotykaną.

Jurek

Poniżej dołączam fotorelację z tych wydarzeń z krótkimi komentarzami


Zdjęcie zrobione przed wejściem na sektor gości. Niedaleko widocznego w tle boiska bocznego znajdował się parking dla samochodów gości, gdzie od rana czatowaliśmy. W pewnym momencie, około południa, ktoś puścił plotkę, że Tadek Gapiński jedzie samochodem na rozruch naszych piłkarzy, więc część samochodów wyruszyła w pogoń za nim. Na szczęście zatrzymał się po jakimś czasie i wytłumaczył wszystkim, że tak naprawdę jedzie na lotnisko kogoś odebrać, a zatem piłkarzy na pewno tam nie znajdziemy. Jedyne, co możemy zrobić, to zgubić się gdzieś po drodze, więc… tyle było z oglądania treningu.

Pamiętam też, że doszło do szarpaniny na bramkach wejściowych z powodu próby wniesienia rac. Dlatego też nasz pomysłowy kolega zaczął je po prostu rzucać zza ogrodzenia na nasz sektor (dopóki nie został złapany przez ochronę). Sektor nie był za bardzo oddalony, stąd też akcja zakończyła się powodzeniem.

Rozgrzewka piłkarzy. Stadion powoli się zapełnia, brak wysokiego płotu w sektorze gości był dla nas w tamtych czasach lekkim szokiem. Znajdujący się naprzeciwko młyn Broendby jest już niemal wypełniony. Ich śpiew robił na mnie wtedy ogromne wrażenie. Wydawało mi się, że jesteśmy świetni w dopingu i raczej lepsi od Duńczyków, ale gdy człowiek łapał się na tym, że wpada w rytm pieśni zarzuconej po drugiej stronie boiska… Cóż powiedzieć.

Pamiątkowe zdjęcia pod flagą…

Tuż przed meczem. Stadion pełny. Od dawna nie istnieje już w takim kształcie, teraz są tam trybuny piętrowe.

Nasz sektor od strony wejścia…

Doping, doping, doping…

Flaga nad sektorem, wtedy swą wielkością robiła ona na wszystkich ogromne wrażenie…

Minorowe nastroje podczas przerwy. Tyle nadziei, tyle kilometrów i wydanych na to wszystko niemałych wówczas pieniędzy. Czy całą drogę powrotną trzeba będzie wracać z nosem na kwintę?

Jak to mówią wtajemniczeni kibice, „gabarytowo” ekipa mistrza Polski była całkiem niezła…

Szaleństwo po strzeleniu drugiego gola dla Widzewa w końcówce…

Racowisko i niedowierzanie, tym bardziej, że Duńczycy naciskają, a Turek nie kończy meczu! Na dodatek Dembiński wychodzi sam na sam z bramkarzem  i strzela minimalnie obok słupka…

Blisko, coraz bliżej…

Załamani Duńczycy opuszczają trybuny…

Szaleństwo po meczu. To, co się wtedy działo jest nie do opisania, faceci po czterdziestce płakali ze szczęścia…

Piłkarze biegną do nas…

Podziękowania za doping…

Pad na murawę, to raczej my im wtedy byliśmy to winni, czego niektórzy próbowali 🙂

Hurra!

Ciąg dalszy nastąpi…

Reklamy

3 Komentarze

Filed under Jurek

3 responses to “Widzew w Lidze Mistrzów (część 2)

  1. Pingback: Widzew w Lidze Mistrzów (część 1) | zglowki

  2. 3pm

    jakiś slajder do galerii foto by się nadał 🙂

  3. Pingback: Widzew w Lidze Mistrzów (część 3) | zglowki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s