90 minut to nie wszystko

Choć w całej niemalże Europie widoczny jest obecnie trend zmian, który czyni z piłki nożnej bezideową rozrywkę o charakterze czysto sportowym (o postępach tej sytuacji w Polsce piszemy tutaj), to od czasu do czasu pojawiają się jeszcze reminiscencje dawnych porządków i zasad. Nie ulega przy tym żadnej wątpliwości, że piknikujące na europejskich stadionach rodziny z dziećmi straszone są przez te „stare demony” coraz rzadziej.
The Emirates Stadium

Mimo to przy okazji każdej takiej sytuacji zarówno medialni patroni bezideowości sportu, jak i szefowie futbolowych multipleksów (zbijający na takim stanie rzeczy finansowe kokosy) sprawiają wrażenie, jakby ogarnął ich niemal paniczny strach. To oburzenie i przesadność w biciu na alarm mówią nam bardzo wiele o dzisiejszej atmosferze wokół futbolu. W sezonie 2011/12 miało miejsce kilka takich sytuacji.

Właściwie każda z nich dotyczyła tego, że kibice postanowili wymienić poglądy z zawodnikami swoich drużyn w sposób, który uznano za niedopuszczalny. Przy czym w tym tekście zajmę się jedynie wydarzeniami, jakie miały miejsce w poprzednich kolejkach ligi włoskiej i polskiej, dokładniej rzecz ujmując na stadionie FC Genua i Łódzkiego Klubu Sportowego. Dla uczciwości zaznaczam, że w tym przypadku dokonuję jedynie próby krytycznej analizy różnych relacji, jakie do nas docierały, nie byłem bowiem bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń. Wkrótce zaproszę zaś do zapoznania się z subiektywną relacją z tego, co działo się w ostatniej kolejce na stadionie Widzewa Łódź i czego sam byłem uczestnikiem (dla poglądowej jasności dodajmy od razu, że niezwykle zadowolonym uczestnikiem).

Niemal wszystkie sportowe – i nie tylko sportowe – serwisy prasowe na świecie obiegła w zeszłym tygodniu informacja, że w Genui doszło do skandalu, który świadczy o niemożliwym do zaakceptowania w cywilizowanym świecie zdziczeniu obyczajów. Bo oto fani FC Genua przerwali w 53 minucie mecz swojej zagrożonej spadkiem z ligi drużyny, kiedy ta przegrywała z grającą już o przysłowiową „pietruszkę” Sieną 0:4. Kibice odpalili race i wspięli się na płoty wokół boiska, dając tym samym do zrozumienia, że chcą porozmawiać ze swoimi pupilami na temat pewnych wartości, które wykraczają poza czysto sportowy aspekt ich nieudolnych wysiłków. Zawodnicy zostali najpierw posądzeni o brak ambicji i przywiązania do klubowych barw. Następnie poinformowano ich, że mecz – i owszem – dokończyć mogą, ale lepiej będzie, jeśli włożą na siebie rezerwowe koszulki, na których nie znajduje się herb zasłużonego klubu. Po trwających pół godziny negocjacjach piłkarze i prezes klubu się poddali. Kapitan zespołu Marco Rossi zaczął zbierać koszulki z zamiarem wręczenia ich fanom. Niektórzy zawodnicy oddawali je ze łzami w oczach, opór stawiali jedynie Sculli i Frey.

Co prawda, ostatecznie rozpaleni tifosi zostali przekonani przez piłkarzy argumentem, że ewentualna gra w nieuzgodnionych z federacją odzieniach może doprowadzić nawet do odjęcia punktów i przybliżenia klubu do spadku w jeszcze większym stopniu. Mecz udało się dokończyć, a zawodnicy rywala – chyba litując się nad ocierającymi łzy wojownikami z Genui – wbili sobie gola samobójczego. Na szczęście tifosi tego groteskowego wydarzenia już nie widzieli, albowiem w geście dezaprobaty aż do końca spotkania stali odwróceni do boiska plecami. Tak czy inaczej, swój cel niewątpliwie osiągnęli. Zademonstrowali graczom, że nie będą tolerować braku poszanowania barw jednego z najbardziej utytułowanych klubów we Włoszech, którego historia sięga 1897 roku. Zresztą o tym, jak profesjonalnie obecni zawodnicy podchodzili do swoich obowiązków, niech świadczy choćby postura bramkarza Sebastiana Freya, który przypomina już bardziej zawodnika sumo, a nie piłkarza.

Za sprawą kibiców FC Genua była tego wieczora najbardziej medialnym klubem na świecie. Zaryzykuję tutaj tezę, że zadowoleni z tego byli nie tylko sami sprawcy, z dumą demonstrujący światu swoje przywiązanie do takich wartości jak honor, ambicja i szacunek dla barw. Wydaje się bowiem, że również pod płaszczykiem dominującego w medialnych komentarzach oburzenia często kryło się zadowolenie autorów zarówno z niezwykle atrakcyjnego newsa, jak też samego zajścia zdarzeń o wiele bardziej ciekawych niż 90-minutowe bieganie za piłką. Jest to zresztą typowy przykład hipokryzji mediów mainstreamu, którym cała ich antykibolska krucjata pozwala tak naprawdę świetnie zarabiać. Nawet najbardziej błahe wydarzenia są rozdmuchiwane do rangi kulturowego Armagedonu. Wie to chyba każdy bywalec stadionów, który najpierw obserwował pewne wypadki na żywo, a później czytał o nich ubarwione, a często po prostu kłamliwe, relacje w gazetach. Media świetnie wyczuły, że pogrążająca się w nudzie klasa średnia pragnie od czasu do czasu przeżywać dreszczyk „prawdziwych” społecznych emocji. Okazało się, że thriller w odcinkach o zwyrodniałych kibicach może doskonale spełniać taką rolę.

Filmowy zapis ostatnich wydarzeń w Genui

W celu podniesienia dramaturgii wydarzenia, w którym – zaznaczmy to – ostatecznie nikt nie ucierpiał, włoskie media pokazywały jeszcze do znudzenia wzorowe zachowanie fanów zdegradowanego w ten sam weekend z Premiership Wolverhampton. Zbudowanie takiej przeciwwagi pozwoliło na zadawanie dramatycznych pytań o to, kiedy wreszcie Włosi nauczą się przeżywać widowisko piłkarskie tak jak Anglicy (miejmy nadzieję, że nigdy). Oczywiście swoje 5 minut wykorzystali przy tej okazji również miejscowi strażnicy moralności, którzy natychmiast zaczęli krzyczeć o hańbie włoskiego sportu (tu zabłysnął przewodniczący Komitetu Olimpijskiego Włoch) i zamykaniu kibiców do więzień (słowa prezesa FC Genua), a w prasie pojawiły się takie tytuły jak: Naszym futbolem rządzą bandyci!Przypomnijmy tylko jeszcze raz, że podczas spotkania 34 kolejki ligi włoskiej Genua – Siena nic nikomu się nie stało, a mecz dokończono.

Do pewnego stopnia podobne, choć oczywiście nie aż tak rozdmuchane medialnie wydarzenia, miały miejsce w poprzedniej, 27 kolejce polskiej ekstraklasy, przy okazji meczu Łódzki KS – Korona Kielce. Zagrożeni spadkiem gospodarze przegrali mecz 0:2, czym bardzo przybliżyli się do degradacji. Dodajmy, że ŁKS jest w tak dramatycznej sytuacji finansowej, iż spadek z ligi może mieć naprawdę opłakane konsekwencje dla przyszłości tego ponad stuletniego klubu, historycznie zajmującego przecież piąte miejsce w tabeli wszechczasów ekstraklasy. Dlatego też ponad tysiąc fanów postanowiło poczekać na zawodników po meczu pod stadionem i powiedzieć im, że zaprezentowali się w sposób, którego nie można zaakceptować. Faktycznie, każdy kto oglądał ten mecz, musi przyznać, że nawet pod względem ambicjonalnym łodzianie wypadli wtedy fatalnie, żeby nie powiedzieć żałośnie.

Tyle że dramatyczne relacje w mediach, opisujące rzekome wydarzenia pomeczowe, w żaden sposób nie oddają tego, co miało naprawdę miejsce. Potwierdził nam to nawet – nie ukrywajmy tego dłużej – nasz dobry znajomy, pan Andrzej z Łodzi, który był tego dnia oczywiście obecny w samym centrum wydarzeń. (Wzorem standardów panujących w najbardziej opiniotwórczych gazetach w Polsce, pozwoliłem sobie posłużyć się tutaj tym niezwykle wiarygodnym, płodnym i najczęściej jedynym źródłem wielu newsów, które media podają na temat kibiców. Jak wiemy, zaczynają się one najczęściej od słów: „Oburzony Pan Andrzej z Łodzi alarmuje, że kibice znowu zachowali się skandalicznie, tym razem…”). No właśnie, tym razem nasz wszędobylski Pan Andrzej widział jednak o dziwo coś zupełnie innego, niż opisywano w „Dzienniku Łódzkim”, „Gazecie Wyborczej” czy też „Futbol News”. Kibice nie wtargnęli do szatni zawodników, prezesi nie wzywali policji, a policja nie zaprowadzała siłą porządku. W ogóle nie było żadnej awantury, oczywiście poza tą, którą wywołali niektórzy dziennikarze swoim bajkopisarstwem. Kibole zawiedli, ale media jak zwykle zdołały uratować sytuację.

Jurek

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Jurek

2 responses to “90 minut to nie wszystko

  1. Pingback: Jak oburzyłem całą Polskę | zglowki

  2. Pingback: Oto wielka tajemnica futbolu… | zglowki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s