Spodziewaj się niespodziewanego

źródło: MailOnline

Największego zwycięzcę ostatniego tygodnia, a prawdopodobnie także drugiej połowy sezonu już właściwie poznaliśmy — Roberto di Matteo, człowiek, któremu nie miało prawa się udać, złożył w środę podpis pod aktem kończącym w futbolu pewną epokę, bo tak chyba trzeba nazwać to, co stało się w półfinale Ligi Mistrzów.

Barcelona się oczywiście nie skończy — w dzisiejszym futbolu imperia nie upadają, a po porażkach co najwyżej zastanawiają się, jakie zaaplikować sobie dopalacze, by w przyszłości prężyć muskuły tym bardziej imponująco. Ale projekt Guardioli uległ chyba wyczerpaniu, bo okazało się, że bez nadludzko kreatywnego środka pola, bez Xaviego i Iniesty w apogeum swych możliwości, nawet taka drużyna jak Barcelona potrzebowałaby jednak jakiegoś napastnika do strzelania goli i rozbijania się z obroną rywali.

Wracając do di Matteo… W sobotę, w meczu z Arsenalem, kluczowym w batalii o udział w rozgrywkach Champions League w przyszłym sezonie, Włoch zagrał więcej niż brawurowo. Skład Chelsea wyglądał szokująco, tak jakby na Stamford Bridge na chwilę wrócił Andre Villas-Boas z morderczym pragnieniem zemsty na ludziach, którzy wylali go z pracy; na boisku nie było Lamparda, Cole’a, Drogby, do wyjściowej jedenastki wskoczył za to Ryan Bertrand, dotychczas ogrywający się głównie na poziomie Championship. No i Torres, który bardzo zmienił w Chelsea styl gry — biega po murawie jak rozdrażniony bulterier o zaróżowionych policzkach, odbiera mnóstwo piłek, lecz nadal piłka potrafi odskoczyć mu od nogi na sposób zawstydzający dla skali jego talentu. Taktyka Chelsea okazała się połowicznie skuteczna; to Arsenal był bliższy zwycięstwa, a remis pozwolił Newcastle zwiększyć dystans do czterech punktów. Ale warto chyba było podjąć ryzyko i zapłacić tę cenę, by heroicznym bojem na Nou Camp zarezerwować sobie osobną kartkę w historii nowożytnej piłki.

Jedynym człowiekiem, który mógłby przyćmić di Matteo w końcówce sezonu, wydaje się Alan Pardew. Newcastle to w ogóle fenomen tych rozgrywek Premier League i pozostanie nim niezależnie od tego, co stanie się w najbliższym czasie (a terminarz chłopaki mają potworny — przed nimi jeszcze Wigan, City, Everton i właśnie Chelsea). Zespół fenomenalnie konsekwentny, fenomenalnie regularny, fenomenalnie zaskakujący, do tego fenomenalnie uzupełniany wcale nie oczywistymi transferami (Demba Ba czy Papiss Demba Cissé — który z nich zasługuje bardziej na miano zakupu sezonu?).

źródło: The Telegraph

***

A co do tych drugich rozgrywek, których finał obejrzymy 19 maja. Trzeba przyznać, że jak na swoje mocno konserwatywne zwyczaje, w tym roku serwują nam wyjątkowo bogate smaki, a sporo potraw zaskakuje swą świeżością i oryginalnością, nawet jeśli akurat dla zwolenników kuchni hiszpańskiej wydają się one mocno cierpkie. Niewiarygodna batalia Chelsea domagałaby się trzynastozgłoskowca, w którym opiewano by wszystkie męskie cnoty — dzielność, rozwagę, niezłomność i determinację. Bayernowi zaś przysługiwałby aleksandryn o tryumfie woli nad racjonalnymi przesłankami, które wczoraj na Santiago Bernabeu zostały na dwie godziny unieruchomione w tyglu prawdziwie germańskiej wiary we własne siły.

Zarówno Chelsea, jak i Newcastle zasłużyły sobie na to, by napisać kolejną futbolową bajkę. Ale wiemy, jak to jest z piłką nożną… Dlatego nietrudno wyobrazić sobie, że w Monachium Bayern skruszy jednak mocno wyszczerbione uzębienie drużyny Roberto di Matteo, a Newcastle wyląduje w Lidze Europejskiej (czego, nie da się ukryć, życzę Tottenhamowi, zwłaszcza pamiętając, co wyprawiał w tych ostatnich rozgrywkach jesienią). W końcu w Anglii obowiązuje w tym sezonie tylko jedna zasada — „spodziewaj się niespodziewanego”.

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under Krzymianowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s