Dyletant w krainie kibolstwa

Mój prześwietny kolega Adam Jurek, ontolog, a więc specjalista od bytów, zaperzył się nieco, ponieważ pisarz Kuczok, sprowokowany przez burdy na stadionie Ruchu podczas Wielkich Derbów Śląska, dał upust swoim emocjom, miast — jak na intelektualistę przystało — uwięzić owe wydarzenia w jakiejś socjologicznej klatce i zanalizować motywy, choćby podświadome, które prowokują pewną, zwykle niewielką, część publiczności meczu piłkarskiego do tak irracjonalnych, żeby nie powiedzieć po prostu — arcydebilnych zachowań, jak demolowanie własnego stadionu. Nie sądzę jednak, by trzeba było pastwić się nad autorem Senności. I to bynajmniej nie dlatego, że ten sam strzela sobie pięknie w stopę, nazywając biernych obserwatorów tych zdarzeń „nieruchawymi lemingami”. Mnie, podobnie jak Jurkowi, jakoś się nie widzi, że pisarz własną piersią zagradzał pochód rozbestwionej kibolii — czy gdyby się na to poważył, jak to doradzał innym, to przypadkiem nie słalibyśmy mu kwiatów do szpitala, zamiast pisać polemiczne teksty? Nie widzę wszakże powodu, aby odbierać Kuczokowi prawo do publicznego spuszczenia ze smyczy swej wściekłości. A że pisarze, za wyjątkiem takich ewenementów jak Hemingway czy Wojaczek, to zwykle cherlaki, to mają oni zdroworozsądkowy zwyczaj rozprawiać się ze swoimi wrogami w sposób, który nie naraża ich na ciężkie kontuzje, czyli poprzez teksty. Co nie znaczy zresztą, że jest to taktyka strachliwa, bo Kuczok, nazywając rzecz po imieniu, wykazał się niejaką odwagą. Ostatecznie nie jest tak trudno wyobrazić sobie, że kibole (a istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że są wśród nich i piśmienni) się na niego uwezmą. Dlatego nawet jeśli uważam, że pisarz trochę zbyt pochopnie wykonał ów samookaleczający gest, oskarżając innych widzów o bierność (bo chyba Kuczok nie poczytuje sobie za osobisty akt heroizmu, że klaskał podczas interwencji policji?), uznałbym ten odruch za zupełnie akceptowalny.

(Fot. Bartosz Wrześniowski/ Agencja Gazeta)
źródło: http://natemat.pl/9345,trzy-po-trzy-ksiazki-polecaja-wojciech-kuczok-hanna-samson-i-wojciech-eichelberger

Natomiast w Twoim tekście, Adamie, doczytuję się niebezpiecznego i niestety charakterystycznego dla intelektualistów przywiązania do pewnej idee fixe — że mianowicie nad rzeczywistością (w tym wypadku kibolską rzeczywistością) da się zapanować w całkowicie racjonalny sposób, że można ją spacyfikować za pomocą kilku sprytnych sztuczek, że da się ją ogarnąć, wymierzyć, zamknąć w formułach, przepisać recepty i w ten sposób okiełznać. Idea Twojej polemiki z Kuczokiem jest bowiem — jeśli dobrze ją odczytuję — taka: skoro istnieją antysystemowe grupy, które w wysoce zinstytucjonalizowanym społeczeństwie ledwie się mieszczą, wegetując na jego obrzeżach, a jednocześnie wzbierając nienawiścią, to by owo społeczeństwo miało nad nimi jaką taką kontrolę, warto dać im okazję do autoekspresji, wybuchu, a jednocześnie umożliwić stosownie przygotowanym do tego służbom ich pacyfikację. W Twoim ujęciu gwarantuje to iście salomonowe rozwiązanie; i wilk, i owca (tylko kto tu na kogo poluje? — niełatwy dylemat) będą wprawdzie trochę poturbowani, ale odniosą korzyści. Kibole wrócą usatysfakcjonowani do domów, policja zgromadzi się w jednym miejscu, zamiast ganiać po próżnicy za „elementem” po całym mieście, a przy okazji będzie miała okazję do identyfikacji osobników co bardziej skłonnych do konfliktów z prawem.

Twoja teza jest bardzo efektowna, nie przeczę, tyle że łatwo przeciwstawić jej inną, jak sądzę, równie uzasadnioną: że gdyby nie pretekst w postaci piłkarskiego spotkania, ta grupa nigdy by nie powstała. Czy ci sami ludzie — sfrustrowani, programowo ainstytucjonalni i pragnący dać wyraz swej pogardzie dla tak, a nie inaczej ułożonego społeczeństwa — zorganizowaliby się równie skutecznie bez przewodniej idei, tj. wyimaginowanej wierności jakimś tam barwom i symbolom? To organizacja jest niebezpieczna. To organizacja daje kibolowi i siłę, kryjąc go w anonimowości masy, i dumę z przynależności do czegoś ponadjednostkowego, jednocześnie otaczając „ofiary” represji ze strony państwowego aparatu nimbem bohaterów. Bez organizacji kibol nie istnieje, zamienia się co najwyżej w destrukcyjną monadę. Ale pojedynczy szkodnik to jednak nie to samo, co szarańcza, prawda?

Człowiek — również kibol — to takie zwierzę, na którego zachowanie ogromny wpływ mają okoliczności i warunki, w których funkcjonuje. Eichmann — żeby walnąć już naprawdę z dużego kalibru — zarówno współcześnie, jak i w takiej carskiej Rosji byłby tylko potwornie nudnym urzędasem, płaszczącym się przed zwierzchnikami. Ale tak mu się trafiło (a to Heideggerowskie „się” ma tu znaczenie — w tym „się” jest być może zawarte życie większości z nas), że był jednym z administratorów Zagłady. W stosownej skali — kibol jest kibolem nie dlatego, że taki się urodził, ale dlatego, że pozwalają mu na to okoliczności. Zmieniając je, zmieniamy i strukturę kibola. I w tym wypadku — czy się to komuś podoba czy nie — Kuczok ma rację; z racji ekspansji futbolu w stronę głównej mieszczańskiej rozrywki, kibol w wersji, w jakiej się zaprezentował na Cichej, wcześniej czy później zaniknie, jego los wydaje się przesądzony.

Argumentujesz, Adamie, że tak czy inaczej ta agresja musiałaby się gdzieś rozładować, że potrzeba burdy jest czymś w rodzaju naczynia — napełnia się, a wreszcie zaczyna przelewać. Że jeśli zadymiarze nie poszaleją sobie na stadionie, to będą rujnować nasze nowe tramwaje, demolować ulubione puby, że ich żony, kochanki, konkubiny, sąsiedzi i — nie daj boże! — my sami znajdziemy się w permanentnym niebezpieczeństwie. A jeśli społeczeństwo pozwoli im na antyinstytucjonalne knowania w ściśle wyznaczonych ramach, to chłopaki spuszczą łomot policji, albo go od niej dostaną, a następnie rozejdą się zadowoleni do domów i przez tydzień będą się regenerować przed kolejnymi bojami w glorii bohaterów.

Ale równie dobrze można by utrzymywać, że agresja jest jak akumulator — trzeba ją podładowywać, by utrzymywała swa moc. To jest też z kilkoma innymi rzeczami: jak nie uprawiasz seksu, to odchodzi ci na niego ochota, jak nie jadasz słodyczy, przestajesz mieć łaknienie — czysta chemia mózgu. Bo w przeciwnym razie, niby dlaczego wracający z Iraku żołnierze masowo poddawani są kuracji, która ma ich wyzwolić z nawyku stosowania agresji w każdej konfliktowej sytuacji? Bo się na wojnie rozładowali? Czy może wręcz przeciwnie — agresja wtopiła się w nich na dobre, stała się jedynym sposobem reakcji na stres? I choć nie zamierzam posuwać się tak daleko, żeby przyrównywać mecz do wojny, to wydaje mi się, że stadionowe awanturki przyczyniają się raczej do przenoszenia takich wzorców w przestrzeń publiczną niż ich pacyfikacji.

 Krzymianowski

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Krzymianowski

2 responses to “Dyletant w krainie kibolstwa

  1. Pingback: Przebudzenia szlachetne i przebudzenia haniebne… | zglowki

  2. Radek

    Panowie, gratuluję polemiki! Moje zdanie jest takie, że kibice to i owszem grupy antysystemowe i to nic złego, bo każdy ma prawo kontestować system na swój własny sposób. Dzięki temu, systemy się – jeżeli nie zmieniają – mogą modyfikować. Grupami antysystemowami są przecież – nierzadko – artyści, o grupach politycznych nie wspomnę. Problem dla mnie jest taki, że agresja czy łamanie prawa zamykają przestrzeń dla tych grup, ponieważ cała krytyka skierowana w ich stronę pójdzie właśnie w agresję i łamanie prawa. Nie słucha się kibiców, ponieważ zawsze można zacząć od „armat” w postaci – „znowu coś zdemolowali”, „znowu coś popsuli”. Cała warstwa antysystemowa już nie ma w tym znaczenia.
    Kibice mogą wprowadzać swoją narrację do systemu (a zatem go modyfikować!) przez cierpliwe, oddolne działania. Jutro mecz Lechia – Śląsk. Stowarzyszenie Lwy Północy przygotowywało oprawę na mecz razem z dziećmi ze szkół podstawowych. Będzie jutro na sektorze rodzinnym. Kibice odratowują swoje kluby: Hutnik Kraków, Stilon Gorzów, Szombierki,…, etc. To są „modyfikacje” systemu. Jeżeli będzie ich więcej, a łamania prawa będzie mniej, to zaczną się wciskać do świadomości ludzi.
    A opinia pisarza – rozumiem żal, ale użycie słowa „frajerzy” chyba nie jest najlepsze. Można nie zostawić suchej nitki na aktach wandalizmu bardziej z klasą. W tym przypadku spodziewałem się po panu Kuczoku trochę więcej, co nie znaczy, że łamania prawa nie należy piętnować. Należy.
    Radek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s