Przebudzenia szlachetne i przebudzenia haniebne…

Wojciech Kuczok, znany polski pisarz, udowodnił, że nie śpi. Niedługo po ostatnich Wielkich Derbach Śląska opublikował list otwarty, w którym potępił chuligańskie zachowania obecnych na tym meczu kibiców. Jako rodowity chorzowianin i oddany kibic Ruchu dał wyraz swojemu zatroskaniu o przyszłość klubu, który już poniósł, jak też pewnie jeszcze poniesie, straty spowodowane tymi wydarzeniami.

źródło: http://www.niebiescy.pl

Oprócz wyrządzonych na stadionie zniszczeń oraz nieuchronnej kary finansowej, jaką na Ruch nałoży Polski Związek Piłki Nożnej, mówi się też o możliwym odstraszeniu możnego sponsora, który przymierza się do potężnej inwestycji w klub. Z tych też powodów, o ile w niedzielę chorzowska chuliganeria ciskała w zabrzan jedynie rozpalonymi flarami, o tyle niezwykle zirytowany tym faktem Kuczok zdecydował się pobić ową chuliganerię arsenałem o wiele bogatszym. W swej odważnej retorycznej szarży ciska on w chuliganów „frajerami”, „hołotami” oraz „sterydowcami o skurczałych jajach”, tutaj nawet – by spotęgować efekt zniszczenia – tymi „niepłodnymi”.

W ich kierunku lecą też „zarazy” oraz „wschodnioeuropejskie zaścianki”. Natomiast ci niedzielni widzowie, którzy jedynie biernie przyglądali się stadionowym wydarzeniom na Cichej 6, obrywają od Kuczoka nieco lżej, bo tylko jedną salwą „nieruchawych lemingów”. Całość natarcia wciąż można śledzić tutaj.

Kilka lat temu przeczytałem, dość głośną wówczas, Senność tegoż autora. Dziś sięgnąłem po nią ponownie, po to, aby upewnić się, czy aby na pewno dobrze zrozumiałem wtedy, co ów autor miał do powiedzenia. Tym bardziej, że przekaz ten wydawał mi się wówczas dość klarowny, co zresztą generalnie należy uznać za bardzo pożądaną cechę wszelkich produktów literackich. Literat dbający o to, aby jego czytelnik obok uciechy estetycznej miał też choć trochę uciechy intelektualnej, to literat niewątpliwie pożądany. Krótko mówiąc, dobrą literaturę cenimy sobie za to, że w sposób klarowny, a jednocześnie bardzo miły dla oka podaje nam ważne idee socjologiczne, psychologiczne czy też – najlepiej – filozoficzne.

Po ponownej lekturze Senności, tym razem co prawda dość pobieżnej, niezmiennie wydaje mi się, że mniej więcej tak właśnie sprawa przedstawia się i w tym przypadku. Tytułową senność odczytuję jako próbę opisu permanentnego stanu umysłu, charakterystycznego dla większości współczesnych ludzi. Byłaby to zatem literacka forma przedstawienia pewnej tezy psychologiczno-socjologicznej. Zgodnie z nią, jesteśmy uśpieni przez bardzo silne kulturowe konwenanse. Z jednej strony, sztampy te nas ograniczają, z drugiej jednak, dają nam również poczucie bezpieczeństwa. Z kondycji takiej bardzo ciężko się wydostać. Pół biedy, gdyby był to senny koszmar, po którym wybudzilibyśmy się zlani potem. Cała bieda w tym, że jest to niekończące się półlunatykowanie przez życie. Kultura dba o to, aby lunatykom nic się nie stało, ale usypia ich też w pół drogi do odkrycia i realizacji swoich najgłębszych potrzeb. Głównym bohaterom książki w końcu udaje się „przebudzić”, porzucają ograniczające ich kulturowe sztampy, rodzinę, małżeństwo czy też obowiązkowy na polskiej prowincji heteroseksualizm.

Nie chcę tutaj oczywiście utrzymywać, że droga stadionowego chuligana jest godnym do naśladowania wzorcem wybudzenia się z kulturowej śpiączki. Polecam tym panom raczej drogę Buddy albo Nietzschego. Jednak od autora, którego odczytuję w przedstawiony powyżej sposób – o ile oczywiście robię to trafnie – wymagałbym więcej zrozumienia dla powodów antysystemowego zachowania kibiców, raczej próby zastanowienia się nad problemem, a nie salwy inwektyw. Stadionowe chuligaństwo jest bowiem również formą buntu przeciwko ograniczającej sztampie i społecznej senności, w której najwyraźniej Kuczokowym frajerom także bywa źle. Tyle że ich bunt idzie w innym – o wiele mniej szlachetnym – kierunku, niż ma to miejsce w przypadku bohaterów Senności. Zgoda, że jest to forma agresywna i prymitywna. Co jednak chcemy zrobić z antysystemowymi „przebudzeniami” agresywnej, sfrustrowanej i często dość prostej mentalnie młodzieży? Wyślemy ją – jak kiedyś – na wojnę, na barykady? Nie ma za bardzo gdzie i po co. To może spróbujemy rozładować te emocje w rywalizacji czysto sportowej lub też sublimować w innych tworach kultury? Zapomnijmy o tym. To jest agresja, która w tak silnie zinstytucjonalizowanym świecie musi wyładować się antyinstytucjonalnie, a jednocześnie potrzebuje publiczności, która z kolei – poprzez potępienie – doceni jej siłę i wartość. Tak też dzieje się na stadionach, pod czujnym okiem szybko kontrujących instytucji.

źródło: http://www.niebiescy.pl

Wojciech Kuczok powinien być zresztą zadowolony, że w ostatnią niedzielę śląska policja miała okazję hurtowego wyłapania owych kretynów i chuliganów w jednym miejscu. Ich agresja wylałaby się tak czy inaczej, czy to na ulicach, czy w pubach, czy też na koncertach etc. A tak, stróże prawa zaoszczędzili dużo benzyny, mogąc masowo zgarnąć większą ilość hołoty za jednym zamachem. Nawiasem mówiąc, mam też nadzieję, że będący na niedzielnym meczu autor stawił jakoś opór tej rozpędzonej hordzie „sterydowców o skurczałych jajach”, w innym przypadku okazałby się bowiem zwykłym „nieruchawym lemingiem”.

Jurek

Polemika z wyrażonymi powyżej poglądami, napisana przez Krzymianowskiego, do przeczytania tutaj.

 

Reklamy

1 komentarz

Filed under Jurek

One response to “Przebudzenia szlachetne i przebudzenia haniebne…

  1. Pingback: Dyletant w krainie kibolstwa | zglowki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s