Futbol w czasach postmoderny (część 1)

Modernizm podarował nam znaczący postęp technologiczny. Postęp z kolei podarował nam wolny czas, w którym to jedni zaczęli uprawiać sport, inni zaś ideologię. Jako że postęp technologii i postęp ideologii doprowadził nas w końcu do groźnych totalitaryzmów, modernizm uznano za zjawisko kulturowo niebezpieczne. Toteż obwieszczono postmodernizm. „Wielkie narracje” modernizmu, które w pewnych przypadkach napędzały ogromny postęp Europy, a w innych niemal jej zagładę, zostały odrzucone jako zbyt ryzykowne. Nastały czasy relatywizmu i ironii. Zobaczmy, jak tego typu kultura duchowa wpłynęła na kulturę fizyczną i jej otoczkę.

 

1931 rok, drużyna Wisły Kraków pozdrawia kibiców podczas obchodów 25-lecia klubu
źródło: historiawisly.pl

Niewiele jest tutaj lepszych przykładów do analizy aniżeli futbol, którego historia obejmuje zarówno ostatni okres tzw. czasów nowoczesnych, jak i czasy ponowoczesne. Aby tematu zbytnio nie rozwlekać, badając sprawę ograniczę się jedynie do sytuacji na naszym krajowym podwórku.

Jak było kiedyś?

Na wstępie przyjrzyjmy się kilku pełnym historycznym nazwom polskich klubów piłkarskich: Kolejowy Klub Sportowy Lech Poznań, Wojskowy Klub Sportowy Śląsk Wrocław, Robotnicze Towarzystwo Sportowe Widzew Łódź, Górniczy Klub Sportowy Katowice. W tych i wielu innych przypadkach – wszelkich Gwardii, Hutników, Górników, Włókniarzy czy Stali – już same ich nazwy wskazują na narodziny klubu w określonym środowisku społecznym.

Ich założycieli, członków i zwolenników poza różnicami zawodowymi dzieliły też często znaczące różnice ekonomiczne. Dla przykładu, sympatykami znanej i silnej przed wojną drużyny 1. FC Katowice byli głównie zamożni mieszczanie, natomiast założony przez łódzkich działaczy PPS-u Widzew stał się typowym klubem ubogiej klasy robotniczej. Dość czytelny podział społeczny funkcjonował pod tym względem również w Krakowie. Wisła była klubem konserwatywnego, patriotycznego mieszczaństwa, podczas gdy na Cracovii mieli w zwyczaju pojawiać się głównie intelektualiści i liberałowie, a na Garbarni przede wszystkim robotnicy. Jeśli chodzi o Warszawę, to stołeczna ulica kibicowała Polonii, a salon przede wszystkim Legii.

Przy czym kryterium, w oparciu o które zrzeszały się poszczególne grupy piłkarskich (i nie tylko) „klubowiczów”, nie ograniczało się jedynie do ich statusu zawodowego i klasowego. Obok chyba najbardziej licznej „branżowej” grupy klubów sportowych, zrzeszającej na przykład hutników, kolejarzy czy górników, powstawały również takie, które miały wyraźny profil narodowościowy. Obecny zdobywca największej liczby tytułów mistrza Polski, chorzowski Ruch, to klub stworzony przez powstańców śląskich, a jednym z najważniejszych celów, jaki stawiali przed nim założyciele, było propagowanie na Śląsku idei polskości. W innych regionach kraju propolską postawę zawodników i zwolenników klubów podkreślano dodatkowo w samych nazwach, takich jak Polonia czy Lechia. Nie brakowało także klubów skupiających inne nacje, choćby żydowską, jak to miało miejsce w przypadku zarówno krakowskiego, jak i warszawskiego Makkabi. Nazwa ta jest zresztą po dziś dzień typowa dla wielu żydowskich klubów (w lidze izraelskiej nosi ją obecnie niemal połowa drużyn, głównie liberalno-syjonistycznych, podczas gdy prawie cała druga połowa ligi to lewicowe Hapoele; słowo to oznacza z kolei „robotnika”), a wzięta została od judejskiego rodu kapłańskiego Machabeuszy, który walczył w czasach rzymskich o niepodległość narodu. Z kolei klubami ludności niemieckiej na ziemiach polskich były choćby wspomniane już wcześniej 1. FC Katowice czy też Klub Turystów Łódź. Ukraińcy mięli zaś swoją lwowską, nomen omen, Ukrainę.

Wszystko to wiązało się nie tylko z ograniczaniem dostępu do klubów dla tych, którzy pochodzili z innych grup społecznych i narodowych, ale czasami rodziło też zupełnie pozasportowe konflikty. O ile bowiem założyciele Wisły Kraków „jedynie” ograniczyli dostęp do klubu wyłącznie do Polaków, to jakiś czas potem działacze poznańskiej Warty domagali się już wykluczenia ze struktur PZPN wszelkich klubów, sędziów i zawodników, którzy nie byli chrześcijanami (1938 r.). Przeciwko takim rozwiązaniom protestowały Cracovia i Łódzki KS, na trybunach których pojawiała się w niemałej liczbie ludność żydowska. Znana jest też historia zdjęcia drużyny Wisły Kraków z obchodów 25-lecia klubu, kiedy to pozdrawiają oni swoich kibiców salutem rzymskim (u góry tekstu). Choć gest ten nie posiadał jeszcze wówczas takiego znaczenia, jaki nadał mu kontekst II wojny światowej, to jednak już wtedy był pozdrowieniem używanym głównie przez nacjonalistów.

Dochodziło jednak do o wiele bardziej drastycznych sytuacji. Stadion znanych z polskiego patriotyzmu Czarnych Lwów został w 1931 roku spalony przez bojówki ukraińskich nacjonalistów (zresztą ogniowi „nieznanych sprawców” nie oparł się również stadion… lwowskiej Ukrainy). Po tym wydarzeniu polskie kluby z innych rejonów kraju sfinansowały odbudowę obiektu Czarnych, tym razem już – dla pewności – o konstrukcji żelbetowej. Los klubów budowanych w oparciu o wartości narodowe był w dużej mierze zależny od burzliwych wydarzeń politycznych dwudziestowiecznej Europy. Po II wojnie światowej w Polsce właściwie przestały istnieć kluby niemieckie i żydowskie, podobna sytuacja spotkała bardzo silne niegdyś kluby polskie na dzisiejszej Ukrainie i Litwie.

Widzimy zatem, że między klubami piłkarskimi istniały wówczas, na różnych płaszczyznach, bardzo wyraźne podziały i kluby  ponosiły tego konsekwencje. Taki stan rzeczy utrzymywał się także po wojnie, choć w nieco zmienionej formule. Z jednej strony, kluby uznane za „patriotyczne” zostały przez władzę komunistyczną zmarginalizowane (Polonia Warszawa, Cracovia, Warta Poznań). Z drugiej zaś strony, pozostałym klubom przydzielono przemysłowych i instytucjonalnych opiekunów. Legia Warszawa miała świadczyć o potędze Ludowego Wojska Polskiego, Górnik Zabrze był dumą śląskich kopalń, ŁKS łódzkich fabryk, Wisła Kraków milicji, a Lech Poznań kolejarzy. Widać więc, że zarówno przed wojną, jak i w PRL, podstawy dla silnej identyfikacji zawodników i zwolenników z klubem były bardzo solidne. Opierały się one – jakby powiedzieli postmoderniści – na „wielkich narracjach”. Wybierając się w 1927 roku na pierwszy wyjazd w historii polskiego ruchu kibicowskiego, zwolennicy krakowskiej Wisły wiedzieli, że ich drużyna jedzie się bić o mistrza Polski przeciwko niemieckiemu 1.FC Katowice (zob. zamieszczoną obok notkę z „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”). Na meczu tym sędzia robił zresztą wszystko, aby mistrzostwo Polski nie trafiło w niemieckie ręce. W geście protestu zawodnicy gospodarzy zeszli z boiska w 72 minucie, co jednak nie przeszkodziło Wiślakom zaraz potem dobić przeciwników i zdobyć gola z rzutu karnego na 0:3 do… pustej już bramki. Niemiecka część publiczności chciała wówczas zlinczować zarówno Wiślaków, jak i sędziego, na szczęście zapobiegły temu obecne na miejscu dwie kompanie policji i wojsko. Po wszystkim pochód krakowian wyruszył pod osłoną policji na dworzec, a towarzysząca mu orkiestra odegrała patriotyczną Pierwszą Brygadę.

Podobne sytuacje zdarzały się za czasów PRL-u, kiedy to na przykład kibice klubów z Górnego Śląska na swe mecze do Warszawy wyjeżdżali zawsze z silnym przekonaniem co do tego, że cały region śląski jest niesprawiedliwie traktowany, czy wręcz okradany, przez stolicę. O ile „podpiętą” pod wojsko Legię Warszawa powszechnie uważano za klub reżimowy, to gdańska Lechia stanowiła ostoję niepodległościowych ideałów Solidarności. Na obiekcie tego klubu już w 1974 roku doszło do pierwszych zamieszek z milicją na tle politycznym, co miało miejsce po tym, jak ZOMO skatowała na bieżni jednego z młodych kibiców. Jako że było to niedługo po krwawych grudniowych wydarzeniach z 1970 roku, gdańszczanie skandowali: „Grudzień pomścimy” i „Precz z komuną”. W 1980 roku kibice Lechii kolportowali na stadionach (zarówno własnym, jak i na meczach wyjazdowych) ulotki Solidarności, propagowali hasła antykomunistyczne i niepodległościowe. Nie inaczej było podczas słynnego meczu z Juventusem Turyn w 1983 roku, co na dodatek pokazały wszystkie zachodnie telewizje. Doszło w końcu do tego, że w kolejnych latach kibice Lechii stali się niemal bojówką i osłoną dla strajkujących stoczniowców, regularnie ścierając się z ZOMO.

1985 rok, kibice Lechii na wyjeździe w Warszawie
źródło: braciawasowicz.blogspot.com

Jurek

Ciąg dalszy nastąpi…

(Drugą część tekstu zobacz tutaj)

Advertisements

2 komentarze

Filed under Jurek

2 responses to “Futbol w czasach postmoderny (część 1)

  1. Pingback: Futbol w czasach postmoderny (część 2) | zglowki

  2. Machno

    Autor miesza lata przedwojenne z powojennymi „Obok chyba najbardziej licznej „branżowej” grupy klubów sportowych, zrzeszającej na przykład hutników, kolejarzy czy górników, powstawały również takie, które miały wyraźny profil narodowościowy. Obecny zdobywca największej liczby tytułów mistrza Polski, chorzowski Ruch,” Zrzeszenia Sportowe powstały po wojnie w PRL na wzór radziecki i każdy klub musiał należeć do jakiegoś zrzeszenia. Przed wojna oczywiście istniały kluby górników, robotników ale były to kluby przy zakładach np Skoda Warszawa późniejsze Okęcie, RKS Prąd,RKS Zorza. Niektóre były zrzeszone i występowały np w ligach robotniczych ale nie było to przymusowe zrzeszenie jak w PRL. Większość klubów była powiązana z jakąś opcja polityczną.
    W 1938 podczas głosowania nad wykluczeniem żydów z rozgrywek piłki nożnej ( bo o to tak naprawdę chodziło) Polonia warszawa wstrzymała się od głosu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s